0

Bboy Mefo - Wywiad

Bboy Mefo - Wywiad

Jeden z najlepszych, najbardziej utytułowanych i rozpoznawalnych bboys na polskiej scenie. A przynajmniej najwyższy. Mateusz Godlewski – na licznych jamach, w których skrupulatnie uczestniczy, bardziej znany jest jako Bboy Mefo. Za chleb powszedni uważa stałą współpracę z dziećmi i młodzieżą, a od czterech lat współpracuje z Ośrodkiem Odwykowym Monar Babigoszcz, prowadząc tam cykliczne warsztaty. Któż nadal uważa, że hip-hop demoralizuje?

Właściciel firmy Oryginal Bboy Style, organizującej kolonie dla dzieci i młodzieży; słynny w światku bboys obóz Catch The Flava (catchtheflava.pl) oraz warsztaty taneczne i profesjonalne pokazy tańca. W Policach (koło Szczecina), ponad dziesięć lat temu zaczął swoją przygodę z tańcem, którą konsekwentnie z powodzeniem realizuje do dzisiaj (ani nie myśląc przestawać). Reprezentant kilku znanych załóg, takich jak: rodzima Ass Kickers i uznana Funky Masons oraz projekt Polskee Flavour, będący swego rodzaju polską eskadrą na międzynarodowej arenie.

Statystyczny Kowalski miał możliwość zobaczyć Mefa, w popularnym wówczas programie „Mam Talent”, w którym dotarł z własną ekipą Funky Masons do półfinałowych rozgrywek. Jednakże owy wyczyn był wyłącznie namiastką jego prawdziwych osiągnięć, obserwatorom kultury hip-hop nieobcych. Między innymi zwycięstwo w europejskich eliminacjach do bitew Freestyle Session 2009 (gdzie wraz z Funky Masons zdobył ćwierćfinałową pozycję), Mighty 4 w Gdyni, 2010; UnitedStyles 2011 w Szwajcarii oraz Outbreak 2011 w Słowacji. Wcześniej natomiast wzmacniał swoją wiedzę i umiejętności w Nowym Jorku i Los Angeles pod okiem legendarnych protoplastów bboyingu, gdzie powtórnie trafił za sprawą wyżej wymienionych sukcesów. Ochoczy reprezentant całej kultury hip-hop, żyjący wedle jej założeń i ideologii. Oprócz wyczynów w polskich i światowych kołach, spełnia się również przy pomocy kartki, długopisu i flamastra. Szanowany przez środowisko, lecz darowany szacunek budował latami na kanwie altruistycznego postępowania. Zatem czyż możemy zaryzykować stwierdzeniem, że spełnił swój amerykański sen, lecz w polskich realiach? Przekonajmy się podczas czytania!

Zacznijmy niekoniecznie rutynowo. Bboy Mefo jest znany w odpowiednich kręgach, jednakże do niedawna niewielu wiedziało o istnieniu Twojego drugiego oblicza. Dlatego pragnę spytać, kim jest MC Mefo?

Od 5 lat współpracuję z MONAR-em, który mieści się w Babigoszczy koło Szczecina (babigoszczmonar.org). Uczę tam tańczyć razem z moją żoną Venką oraz bboyami z mojej ekipy, najczęściej z Chuchem – catchtheflava.pl/crew/chuchu (Funky Masons – funkymasons.com, Polskee Flavour – catchtheflava.pl/crew). Oprócz bboyingu można leczyć się tam także warsztatami graffiti, które są prowadzone przez Kredę i Kraza ze Szczecina, MHS Crew lub warsztatami z rapu, które są prowadzone przez Tetrisa, Łonę i Jesza. To właśnie tam dwa lata temu pierwszy raz wziąłem do ręki kartkę i długopis. Okazało się, że 10-letni staż w bboyingu rozwinął moją rytmikę do takiego stopnia, że upychanie słów w takty nie było dla mnie problemem. Inspirując się Tetem, Łoną i Jeszem, zaczęliśmy pisać i nagrywać.

Teraz mamy paczkę, w której skład wchodzę: ja, Venka, Jesz i Chuchu. Wkrótce epka, więc bądźcie czujni ;)

A wyjdzie w fizycznej formie? Gdzie byłaby dostępna?

Będzie dostępna w paczce do ściągnięcia z netu. Oczywiście będą też egzemplarze wydane na CD, jednak wydajemy to z własnej kieszeni, więc rynku nie zalejemy hehe… Traktujemy to raczej jako trening i dobrą zabawę.

Jak coś, to to jest link do rapsa: http://www.youtube.com/watch?v=I1i-6fVCmmY&feature=youtu.be

Wzorowe podejście. Aż się prosi o pytanie o charakterze nieco egzystencjalnym. Wspomniałeś, że tańczysz i tworzysz ze swoją żoną. Wielu młodych ludzi rezygnuje ze swojej pasji już od momentu zaślubin, ponieważ ulegają społecznej presji. Nakazuje ona odstawić przyjaźnie i aktywne życie na rzecz nowego samochodu, etatu na magazynie i planowania potomstwa (większość znajomych ogranicza swe marzenia do powyższych). A gdzie indywidualizm? Maniakalni pasjonaci w pewnym wieku uważani są za niepoważnych lub uwstecznionych, natomiast związek oparty między innymi na wspólnej pasji, w społeczeństwie jest dosyć niespotykany. Nie zamierzam łatwo rezygnować ze swojego hobby, dlatego Wam po prostu zazdroszczę. Ustosunkowałbyś się do mojej opinii?

Hmmm. Wiesz, jeśli dziewczyna pokochała cię za to, kim jesteś, to pewnie nie chce żebyś podczas rozwoju waszego związku zmienił się w kogoś innego, bo przecież leci na ciebie, a nie na kogoś innego.

Wielu z moich przyjaciół zrezygnowało z tańca i treningów przez swoje kobiety, oczywiście każdy tłumaczy się, że to tylko i wyłącznie jego wybór. To już nie moja sprawa, staram się nie mieszać w takie akcje.

Uważam, że jeśli dziewczyna leci na ciebie i chce żebyś przestał tańczyć, to pewnie sama nie wie czego chce. Jak zobaczy, że mija wam 10 lat, a ty dalej rozwijasz się w swojej pasji, to tylko i wyłącznie doceni twoją siłę charakteru. A jeśli ty sam z własnej woli przestajesz robić to, co kochasz, to znaczy, że nigdy tego nie kochałeś. Z czasem okazuje się, że pasja sprawia, że wasze życie jest kolorowe i po prostu lepsze.

Hip-hop to twój oryginalny patent na życie. Życie pełne pasji i kreatywności. To sposób, w jaki poradziłeś sobie z tym szarym światem. Jak powiedział KRS-ONE, hip-hop jest twoim zwycięstwem nad ulicą. Czyli nie jest o tym, jak uciec z ulicy albo ją zniszczyć, a wręcz przeciwnie, hip-hop jest o tym jak na tej ulicy zostać, zachowując godność człowieka. Czyli swoim postępowaniem wynieść ulicę na wyższy level. Myślę, że wielu Polaków nie jest do końca zadowolonych ze swojego życia. Przyczyna jest prosta, muszą robić na co dzień to, na co nie mają ochoty. Moim zdaniem możesz pracować w magazynie przez 8 godzin dziennie, ale postaraj się to pokochać, a zobaczysz, że nawet w magazynie możesz znaleźć pasję. Pierwsi bboys nie tańczyli w klubach za pieniądze, tylko na ulicy do bitu wystukiwanego na różnych metalowych przedmiotach, takich jak śmietniki czy rynny. Więc jeśli jesteś hip-hopowcem, to na 100% odnajdziesz pasję w swoim życiu, nawet w zwykłych codziennych czynnościach. Jeśli radzisz sobie z życiem, tym bardziej będziesz sobie radził z ludźmi, którzy cię lekceważą. Mi osobiście jest szkoda takich ludzi, a jedyne co czuję podczas spotkania z nimi, to współczucie.

Czyli przyzwyczajenie się do pracy w magazynie. Będąc pomagierem najniższej rangi, niełatwo to pokochać. Zaangażować się możemy, lecz z konieczności, a nie jak w przypadku pasji – z miłości. Zatem, czy nazywanie tego pasją nie jest lekką ujmą dla mniejszych rzeczy, które kochamy prawdziwie, np. muzykowanie, taniec, recenzowanie lub zbieranie książek? Nie lepiej postarać się, aby etat był okresem przejściowym i wykazać się pomysłowością oraz determinacją, by osiągnąć stan idealny? Czyli spełnienie w swojej najmocniejszej dziedzinie, utrzymywanie się z niej. Wymarzona praca zgodnie z zainteresowaniami i umiejętnościami. Nie można przecież rezygnować z marzeń jednym machnięciem ręki…

Jeśli masz w klasie 30 osób, a siedzisz w ławce akurat z tym jedynym kumplem, z którym ci pasuje i gadasz tylko z nim i kolegujesz się tylko z nim, to co powstało między wami nazywa się przyjaźnią. Miłość zaczyna się w momencie, kiedy jesteś w stanie na poświecenie dla tej drugiej osoby. Czyli w swoich relacjach z tą osobą nie szukasz szczęścia dla siebie, tylko zapierasz się siebie i pragniesz szczęścia dla tej właśnie osoby, nawet kosztem swojego szczęścia. Czyli miłość mierzy się inną miarą. Nie tym, jaki ty jesteś szczęśliwy, tylko tym, ile ty możesz dać od siebie. A szczęście samo wróci, ponieważ miłość jest wzajemna. Tym właśnie sposobem, robiąc cokolwiek z radością, szczęście do ciebie wróci samo, nawet jakbyś nosił palety w supermarkecie.

W życiu można cały czas dążyć do szczęścia i nigdy go nie uzyskać. Można także zacząć dostrzegać szczęście (pasję) we własnym otoczeniu, w zwykłych rzeczach. Nie każdy ma takie same szanse i warunki. Począwszy od problemów emocjonalnych, które płyną z dawnych przeżyć, kończąc na warunkach fizycznych czy kontuzjach. Każdy dostał inny talent. Dla jednego wielkim wyczynem będzie utrzymanie własnej firmy przez 10 lat, a dla kogo innego sukcesem będzie wstanie z łóżka, do którego dzień w dzień przybija go depresja. A przecież każdy chce i może być szczęśliwy. Najważniejszym jest, by poznać, zrozumieć i zaakceptować siebie, później będziesz mógł zaakceptować cały świat.

Wiele osób mówiło, że kocha taniec, a tak naprawdę w czasie próby, jak trzeba było poświecić dziewczynę, pieniądze albo melanż, to już nie było tak łatwo, a taniec schodził na drugi tor. Nie każdy jest gotów, by poświęcić całe życie jednej rzeczy, jednej dziedzinie. Hmm… Mam nadzieję, że odpowiedziałem ci na postawione pytanie.

Odpowiedziałeś z nawiązką, ponieważ przedstawiłeś drugą stronę medalu i skłaniasz do inspirujących przemyśleń. Poruszyłeś też wątek z depresją i akceptacją samego siebie. Oczywiście zazwyczaj jedno wynika z drugiego. Wspomniałeś również, że nie mamy równych szans i warunków w dążeniu do szczęścia. Niejeden jednak złamał ów schemat, ponieważ osiągnął sukces swoją zawziętością, chociaż z góry był skazany na pożarcie. Wystarczy też spojrzeć na ulicę jak wielu dzieciaków przedwcześnie się stoczyło. Przekazałbyś kilka wskazówek dla młodszych, których jesteśmy w stanie odratować? Jak zaakceptować samego siebie? A odnieść sukces w swojej ulubionej dziedzinie?

Jestem zdania, że każdy problem ma rozwiązanie. Po prostu, jeśli coś nas dotyka, to na pewno jesteśmy w stanie sobie z tym poradzić. Ja bym powiedział inaczej - ludzie są skazani na sukces, muszą tylko w to uwierzyć. Zawziętość to brzydkie słowo, w tym miejscu użyłbym raczej słów wiara i wytrwałość ;). Złość budzi wytrwałość jak nie wierzysz to się załóż - Kaliber 44.

Człowiek upada i zawsze będzie upadał, ważne jest jednak, żeby zawsze się podnosić z upadku i iść do przodu z podniesioną głową. Uważam, że każdy kryzys jest początkiem nowej drogi, trzeba tylko wyciągnąć odpowiednie wnioski. Za umiejętność wyciągania wniosków odpowiada mądrość. Więc widać jak na dłoni, że jeśli nigdy nie upadłeś, to nie miałeś z czego wyciągać wniosków. To, że człowiek ukończył studia i ma wspaniałą pracę, nie znaczy, że jest mądry, a wręcz przeciwnie. Jest pewien wróg, którego człowiek musi się wystrzegać. Jest nim użalanie się nad sobą. Żal potrafi powiększyć zwykły, mały problem do olbrzymich rozmiarów. Może zasłonić prawdę i sprawić, że stracimy wiarę w to, że rozwiązanie problemu jest na wyciągniecie ręki. Nie lubię w rapie tekstów typu jest szaro, smutno, ciężko, jestem sam..... Każde trudne doświadczenie typu rozwód rodziców albo różnego rodzaju przypały, są tylko i wyłącznie twoim doświadczeniem. Jeśli podniesiesz głowę i się nie poddasz, w przyszłości będziesz mógł dawać przykład innym. Tym, których żal pokonał. Żywe świadectwo jest bardzo ważne, ponieważ dzieląc się nim, nikogo do niczego nie zmuszamy, a budzimy w tej osobie refleksje i dajemy tej osobie do myślenia. Więc moja rada brzmi następująco: nie poddawaj się i ucz się całe życie, również na doświadczeniach innych.

Do umiejętności nie poddawania się i podnoszenia po upadku trzeba po prostu dorosnąć lub wziąć sprawy w swoje ręce i nauczyć się jej, nieprawdaż?

Najważniejsza jest siła charakteru. Charakter można wytrenować. Samodyscyplina i wyrzeczenia są najlepszym sposobem żeby się wzmocnić. Jest wielu ludzi, którzy podczas załamania albo słabości, pomagająsobie alkoholem czy narkotykami. Niektórzy wpadają w uzależnienie od gier komputerowych albo oglądają całymi dniami telewizor. Jeżeli uciekasz przed problemami w używki albo jakieś nałogi, to jesteś po prostu ćpunem. A prowadzi to do tego, że w końcu uciekasz przed własnym życiem, bo nie możesz sobie z nim poradzić. Tak więc wracając do charakteru. Jeśli sobie założę, że robię 200 pompek dziennie przez miesiąc, pierwszego dnia zrobię, drugiego dnia też, ale trzeciego dnia już nie, to po prostu słabnę. Tracę swój charakter. Wiadomo, że ten świat nie zachęca do wyrzeczeń, a raczej do wygodnictwa i uciekania przed cierpieniem. Dlatego przytoczę tutaj cytat postaci, która jest dla mnie wielką inspiracją i od której w sumie uczę się wszystkiego: wymagajcie od siebie, choćby inni od was nie wymagali - Jan Paweł II. Tak więc wyrzeczenia, samodyscyplina i wytrwałość, to droga do tego, żeby żyć z pasją, ale też do tego, żeby być dobrym mężem, ojcem, ziomkiem z ekipy, bratem i ogólnie lepszym człowiekiem.

Rozmawialiśmy o zarabianiu na zamiłowaniu i pasji. Smutnym jest jedno niestety. Niektórych ten stan zmienia, odbija im przysłowiowa palma i gwiazdorzą. Czy pieniądze potrafią aż tak zmienić, że człowiek zapomina o swoich korzeniach, przekazywanych wartościach i umiejętnościach, dzięki którym przecież zasłynął? Ludzie są tylko ludźmi, lecz to jest sztuczne i nieprzyjemne, gdy delikwent działa pod publikę z takich powodów.

Uważam, że trzeba mieć dystans do tego co się robi. Miałem kiedyś sytuację, że zostałem poproszony o sesję zdjęciową, podczas której musiałem być ubrany w koszulę i marynarkę. Ludzie z klimatu komentowali to w bardzo dziwny sposób. Mówili, że się sprzedałem i że niby jestem trueschoolowy, a biorę udział w takich sesjach. Pomyślałem sobie, że praca to praca. Jak ktoś pracuje w biurze, to nie chodzi w szerokich spodniach i w czapce na głowie, tylko ma jakiś uniform. To samo jak ktoś jest kelnerem, też nie może mieć na sobie bluzy z kapturem i trampków na nogach. Więc nie widziałem powodu, dla którego mam się kryć z tym, w jaki sposób zarobiłem tamtą kasę. Tak porostu jest, że czasami trzeba iść do pracy, żeby zarobić na życie, a jak już się coś robi, to trzeba robić to z pasją, czyli angażować się w to stuprocentowo. A przecież i tak wiem, kim jestem i co robię na co dzień, nie muszę tego nikomu udowadniać.

Druga sprawa dotyczy ludzi, którzy naprawdę sprzedali się. Czyli robią coś tylko i wyłącznie po to, żeby na tym zarobić, a do tego tak naprawdę nie kochają tego, co robią. To samo dotyczy ludzi, którzy tańczą albo rapują tylko po to, żeby poderwać dziewczynę. Nie utożsamiają się z tym, co robią. A robią to tylko po to, żeby uzyskać ten wyznaczony cel.

Jeśli ktoś nie ma wyraźnie wyznaczonego ideału i sztywnych zasad, to ma problem w określeniu, kim tak naprawdę jest. To jest właśnie powód, dla którego ludzie błądzą. Ale błądzenie jest normalną rzeczą, ponieważ nikt nigdy nie może być na 100% pewny, że właśnie on ma rację. Dlatego ważna jest pokora i otwartość na krytykę. Uczymy się całe życie, a i tak umieramy jako głupcy.

Czyli mam rozumieć, że tańczenie za kasę nie zasługuje na potępienie oraz jest tylko i wyłącznie jednym ze spornych elementów gry. Kiedyś myślałem z grymasem na twarzy (przez moje radykalne podejście), że bboys tańczący na pokazach lub gdzieś na mieście, biorący profit od przechodniów, się sprzedali. Jednak rozmawiając z kilkoma naszymi bboys, pojąłem, że byłem dotychczas w błędzie. Ogromne zmęczenie i ciągłe narażenie na kontuzje jest przecież widmem wpisanym w grę. Nie potępiam, jeśli ktoś zechce mieć to poniekąd wynagrodzone. Przecież bboy pokazać się może na bitwie lub conteście. Jednak konfrontowałem to z moją codzienną „branżą” – muzyką rap. Goście rapujący w centrum miasta i zbierający grosze do czapki, skazani byliby na środowiskowy lincz. Istnieją więc jakieś nieprzekraczalne granice w takim spożytkowywaniu bboyingu?

Jeśli chodzi o bboying, są trzy podstawowe kierunki tańca. Wyróżnia się taniec w klubie lub podczas jakiegoś hip-hopowego eventu, między ludźmi w tak zwanych kołach. Jest to esencja bboyingu. Nikt cię tam nie sprawdza, ani nie ocenia, wychodzisz tylko wtedy, kiedy masz ochotę lub kiedy podoba ci się kawałek, który leci w tle. Jesteś tylko ty, muzyka i zdarzyć może się wszystko. Mówię wszystko, ponieważ czasem tańczy się wśród przyjaciół, czasem na obcym terenie reprezentuje się siebie i swoje crew, a czasami ktoś jest, wpada do twojego koła, a ty po prostu bronisz swojego terenu. Zdarzają się różne sytuacje, a każdy prawdziwy bboy ma swoją bajkę w kole. Tak jakby styl rozpoznawczy.

Drugim kierunkiem, który wyróżniamy, jest taniec na kontestach. Wiadomo, że muzyka inspiruje, a bez niej nie ma ruchu. Podczas turniejów są także sędziowie, jest przeciwnik i jest publiczność. Kierunek tańca jest zupełnie inny niż w kole. DJ puszcza break, a ty interpretujesz go w swoim stylu, udowadniając, że jesteś lepszy od przeciwnika, który wychodzi po tobie lub był przed tobą i tak w kółko. Niektórzy bboys niestety tracą esencję i nie zwracają uwagi na muzykę, skupiając się na trikach lub na sędziach. Na kontestach przydają się również umiejętności z kółek. Ponieważ w kołach, jak wspomniałem wcześniej, każdy uczy się swojego stylu. Jeden bboy będzie chciał wystraszyć przeciwnika, drugi ośmieszyć, a jeszcze inny po prostu dojechać na skillsy.

Trzecim kierunkiem jest właśnie taniec na streecie. Ja osobiście zaczynałem na ulicy, a zarabiam tam już od 7 lat. Na ulicy musisz tak ubrać swoje skillsy, żeby podnieść ciśnienie odbiorcy. Tak zwany BLOW UP. Muzyka jest luźna, raczej pod publikę, najlepiej mieć przygotowaną gadkę o zasadach oraz całe show. Podczas show ulicznego można szybko wytrenować samodyscyplinę oraz nauczyć się mobilizacji do działania. Teraz podsumuję wszystko.

Każdy prawdziwy bboy powinien otwierać swój taniec w taki sposób, żeby muzyka i całe otoczenie inspirowały go do ruchu. Bboy jest częścią całego klimatu, a groove całej biby wpływa na jego taniec. Jak publika baunsuje, to od razu lepiej się tańczy. Niestety często dzieje się tak, że DJ’e puszczają bardzo szybie breaki, do których publika nie baunsuje, ponieważ musieliby się trząść. Hehe. To przeszkadza i w pewnym sensie zabija styl. Normalne, że podczas tańca na streecie, raczej nie używa się obraźliwych gestów bitewnych, a na walce przydają się umiejętności podkręcenia ciśnienia na publice. Tak więc jak widać, wszystko łączy się w całość. Esencją jest jednak koło. Tak było zawsze i będzie zawsze. W kole jest się w najbliższym kontakcie ze wszystkimi. Można powiedzieć, że koło leczy emocje. Uczy pewności siebie i kontaktu ze światem zewnętrznym podczas tańca. Jeśli nie tańczysz w kole, to wyraźnie widać, że jest z tobą coś nie tak i coś gryzie cię od wewnątrz.

Rzeczywiście. Jestem fanem kultury hip-hop, lecz największą wiedzę posiadłem o rapie (z racji na rodzaj twórczości, jaki obrałem). Informację o pozostałych elementach mam tylko pobieżne, ale robię co mogę w powiększaniu ich. Wspomniałem o tym, ponieważ będąc pierwszy raz w życiu na jamie z prawdziwego zdarzenia (urodziny Lajonów), stanąłem nieświadomy niczego w kole. Stałem bezpośrednio naprzeciw tańczących jako fan, choć ktoś mógłby mnie wziąć za bboya. Oczarowała mnie między innymi właśnie równość i braterstwo bijące z koła. Odnoszę nawet wrażenie, że bboys są mądrzejsi od mcs, jeśli chodzi o fundamentalizm. Bboying jest bardziej hip-hopowy od rapu, podsumowując.

Zgadzam się z tobą. Bboy, żeby być bboyem, musi całą wiedzę przerobić na treningach, w pocie czoła i zakwasach. Można powiedzieć, że bboy nie myśli jak hip-hopowiec, tylko jest hip-hopem. Liczą się własne doświadczenia z parkietu, a nie teoretyzowanie. Dla bboya stałość jest najważniejsza, więc staram się trzymać formę przez cały czas już od 11 lat. Jak mam jakąś delikatną przerwę, to czuję się jakbym był bezbronny, a jedyne o czym myślę, to trening. Bboying to to, czym jestem - hip hop to to, czym jestem.

A jak spoglądasz na pozostałe elementy kultury hip-hop, nie licząc wspomnianej muzyki. Udzielasz się twórczo w którymś oprócz rapu, czy ograniczasz się do respektowania z racji na przynależność do niej?

Interesuje mnie każdy z elementów. Uczę się graffiti już od kilku lat. Inspiruje się różnymi kotami. Jeśli chodzi o podstawy, to Mr. Wiggles (Rock Steady Crew), lubię też Seen-a i całe Stick Up Kids. Jeśli chodzi o Polskę, moim faworytem jest Bboy Temps ode mnie z ekipy, FUNKY MASONS, który jest także popperem, a graffiti i bombingiem zajmuje się od parunastu lat, pochodzi z Gdańska.

Jest też Wise Kid (wisekidproductions.com/about.html), bboy i writer z Kędzierzyna-Koźla. Zwykle mieszka w Amsterdamie, gdzie na placu Laidseplain robi street shows oraz maluje tam płótna i czapeczki. Aktualnie pracuje w salonie tatuażu w Amsterdamie, a jego prace można zobaczyć na murach w całej Polsce.

Jeśli chodzi o moje graffiti, to jak najdzie mnie zajawka, biorę kartkę i kreuje się na papierze ;).

Jeśli chodzi o bombing, to rzadziej, ale tez się zdarzało. Lubię malować dżinsowe katanki i czapki dla dzieciaków, które uczę breka. Nie jestem jakimś kotem, ale im się podoba, więc jest fajnie ;).

Co do DJ’ingu, to głownie podoba mi się tworzenie breaków oraz skreatche, chociaż własnego sprzętu jeszcze nie mam.

Miałem okazję być na warsztatach z najlepszym breakowym polskim DJ’em, DJ PLASH aka Przeplach (youtube.com/watch?v=JBsb3MzQK1c). Warsztaty te miały miejsce na obozie tanecznym, który organizuję razem z moim crew. Sprawdź obóz Catch The Flava (catchtheflava.pl). Chciałbym być DJ’em, jest to jednak dosyć kosztowna zajawka. Ale mam nadzieję, że kiedyś... Tak czy inaczej od czasu do czasu kopiemy co nieco w płytkach. Teraz głównie po to, żeby ciąć sample do podkładów rapowych, ale kiedyś te winyle pewnie się inaczej wykorzysta. Jeśli chodzi o ten temat, to największą zajawę w moim crew ma na to Chuchu ;).

A zdradzisz jakieś ciekawe miejscówki z płytami? Czy jak zawodowy digger trzymasz to w tajemnicy? Co najczęściej samplujesz? Swoją drogą, punkt za wszechstronność!

Nie, ja nie jestem zawodowym diggerem. Jak mówiłem, gdy nadarzy się okazja kupujemy co nieco. Okazja może nadarzyć się na każdym kroku. Jakiś lumpeks, albo targ lub antykwariat. Nigdy nie wiesz czy coś trafisz, ale szukać trzeba.

Skądś to znam, lecz niezbyt dopisuje mi szczęście. Inna sprawa ze sprzedażą wysyłkową, gdzie niejednokrotnie ustrzeliłem coś za grosze. Kolekcjonuję płyty, lecz po całonocnych przemyśleniach uznałem, że fascynują mnie wyłącznie kompakty. Inna sprawa, jeśli chodzi o moje muzyczne autorytety, których jestem obłąkanym fanatykiem. Byłbym skłonny wchłaniać każdy nośnik, czy analog, czy kompakt. Kiedyś widziałem nawet platynową płytę za debiut Naughty By Nature do kupienia na jakiejś aukcji, niebywałe. Na szczęście dla mojego portfela, nie jestem ich wielkim miłośnikiem. Wspomniałem, ponieważ moja ciekawość nakazuje spytać o Twoje muzyczne inspiracje.

Jeśli chodzi o muzykę, najbardziej lubię funky drumming. Czyli styl perkusyjny, pochodzący z Nowego Orleanu. Najlepszym jego przykładem jest kawałek James Brown - Funky Drummer (youtube.com/watch?v=8L4gITE3nUc) lub cokolwiek z twórczości pana Clyde’a Stubblefield (youtube.com/watch?v=Z3xSXc1vy5I). Najprostsza forma tego stylu stała się główną inspiracją producentów rapowych. Uwielbiam także, kiedy do bitu perkusyjnego dochodzą bongosy (Afryka) oraz kiedy pojawiają się charakterystyczne portorykańskie brzmienia.

Najbardziej klasyczne bongosy, jeśli chodzi o naszą kulturę, można usłyszeć w kawałku ekipy Incredible Bongo Band – Apache - www.youtube.com/watch?v=WY-Z6wm6TMQ. A typowo portorykańskie i hiszpańskie motywy związane z nasza kulturą, można usłyszeć np. na płycie Big Pun & Hector Lavoe(youtube.com/watch?v=9ODJZ3ObfeM). Czyli jeśli chodzi o muzykę, to bardzo lubię klasyczne hip-hopowe brzmienia. Jeśli chodzi o rap, to głównymi kierunkami, które mnie interesują i które póki co dostrzegam, to KRS - ONE, Kool G Rap, Rakim, Charlie 2na. Zdarza się, że słucham kogoś bardzo długo, ale nie mogę dostrzec w nim nic szczególnego. Z czasem jednak dojrzewam do jego stylu i okazuje się, że jest on naprawdę wielkim kotem. I właśnie oto chodzi, że przez cały czas poznaje rap i rozszerzam swoje zainteresowania. Nie będę wymieniał tutaj wszystkich, których lubię.

Często słucham także zupełnie innych rzeczy, np. delikatnego house’u, różnych rodzajów jazzu, dużo reggae, czasami ska i punk. Staram się odchodzić od jakiś agresywnych breakbeatów, które traktuje tak samo jak jakiś metal. Po prostu ryją banię. Tak czy inaczej uważam, że muzyka ma bardzo duży wpływ na organizm, emocję oraz duszę człowieka. Nie zawsze dobry wpływ. Dlatego trzeba także często wyłączać muzykę, żeby wsłuchać się w siebie i w swoje przemyślenia. Nie pamiętam już, kto to powiedział, ale według jego badań, największym uzależnieniem tego i poprzedniego wieku jest uzależnienie od muzyki.

Nie strasz, bo owe uzależnienie mnie też dotyczy! A Twój najbardziej pamiętliwy koncert? Bo nie jesteś domatorem, nawet gdybyś nie jeździł na koncerty, to chociażby – daleko nie szukać – na Warsaw Challenge, oprócz walk z Twoim udziałem, widzieliśmy niejednokrotnie występ prawdziwych legend. Albo koncert, który pragnąłbyś zobaczyć za wszelką cenę? Ja wciąż czekam na pierwszy polski występ OutKast!

Nie lubię koncertów na wielkich festynach. Byłem w zeszłym roku na Rock The Bells w Nowym Jorku, gdzie między innymi grał Wu-Tang, Snoop Dogg, Krs-One i wielu, wielu innych. Z tym że w połowie festiwalu byłem tak zmęczony, że nie miałem siły stać. Może spowodowane było to tym, że od rana odbywał się tam bboyowy turniej i po prostu dojechaliśmy się podczas tańca. Tak czy siak, wolę małe koncerciki podczas jamów na powietrzu, takich jak odbywają się w dwa razy w tygodniu, w wakacje, w historycznym Crotona Park na Bronxie lub St. Nicolas Park w Harlemie, gdzie grają prawdziwe legendy, takie jak Grand Master Flash, Grand Master CAZ, Melle Mel, Dj Red Alert, Jazzy Jay, Chuck Chillout, Tony Touch albo Lord Finesse. Jamy te są za darmo, przychodzą tam zwykli ludzie różnych ras, całymi rodzinami, aby poczuć hip-hopową wspólnotę. Nie pije się tam alkoholu ani nie pali ganji. Jest po prostu czysta zajawka i miłość do tej kultury. Najdziwniejsze jest to, że młodzi bboys z NY prawie w ogóle tam nie zaglądają. Za to spotkać tam możesz prawdziwych oldschoolowych kotów, z takich ekip jak Rock Steady Crew, Flow Commite, Zulu Kingz albo członków prawdziwych gangów lub ujmując to prawdziwiej, członków RODZIN West Side Familia, lub Savege Samurais. Jeśli ktoś chce poczuć, czym jest prawdziwy hip hop i uczyć się prawdziwej flavy, to żadne inne miejsce nie będzie lepszym od jamów, organizowanych właśnie tam przez Organizajcję Tool Of War - Grass Roots of Hip Hop (myspace.com/toolsofwar), której twórcami są Pop Master Fabel RSC oraz jego żona Christe.

Nie uwierzysz, ale pytanie związane z edenem kultury hip-hop (czyli z Nowym Jorkiem), a ściślej mówiąc, o urodziny Rock Steady Crew, miałem przygotowane na później. Jednak skoro już wspomniałeś, chciałbym wiedzieć dosłownie wszystko o tym wydarzeniu.

W sumie to nigdy nie byłem na tej imprezie. Ale wiem, że jest to impreza z okazji rocznicy powstania ekipy Rock Steady Crew.

Tak więc wyprzedziłem sam siebie, ponieważ najpierw miałem zapytać, czy kiedyś tam byłeś. Jako bboys jesteście w końcu globtroterami. Spytam natomiast o najciekawsze miejsce, zwiedzone dzięki kulturze hip-hop.

Mam 4 ulubione tripy, które zawsze wspominam z wielkim zadowoleniem.

Pierwszy z nich to tydzień w San Francisco. Zaliczyłem tam kilka jamów, zajebistych jamów. Byłem na zajęciach u kota od rockingu ROBa NASTY z ekipy Dunasty Rockers. Spędziłem tam naprawdę miłe chwile. Kolejny wyjazd, to tydzień w Porto, w Portugalii. Byliśmy zaproszeni na bibę o nazwie Euro Battle. Chill z zajebistymi ziomami z Polski w pełnym, grudniowym, portugalskim słońcu ;). Na conteście mieliśmy walkę o wejście do finału z Dream Team France, gdzie między innymi był Bboy Lilu i Bboy Brachim. Wymieniam ich, bo uchodzą za gwiazdy w komercyjnym świecie bboyingu. Tak czy inaczej, spraliśmy ich w pięknym stylu.

Kolejny trip, to wyjazd do Barcelony, gdzie przez tydzień, dzień w dzień łaziliśmy po klubach na zorganizowane jamy bboyowe. W naszej paczce był Freeze z Ghost Crew ze Szwecji oraz Laos z ekipy The Family z Francji. Freeze to gościu, który razem z kilkoma innymi bboys, takimi jak np. Kareem z Aktual Force (Francja) lub Storm z Battle Skuad (Niemcy), zaczynali bboying w Europie. A Laos to gościu, który uczył się właśnie od francuskiego pioniera Kareema. Więc jeśli chodzi o ten wyjazd, to był on pełen wiedzy, historii, zajawy, walk w kołach, i wyluzki, ponieważ w tym okresie trafiły się akurat moje urodziny hehe…

Ostatni wyjazd, a raczej wylot, to dwa tygodnie w Nowym Yorku. Mój nauczyciel Alien Ness z ekipy Zulu Kingz kiedyś mi powiedział, że jeśli chcę nauczyć się prawdziwego bboyingu i hip-hopowej flavy, to muszę odwiedzić Nowy Jork, przyjechać na Bronx i obserwować czarnuchów podczas zwykłych czynności, takich jak rozmowa na ulicy. Konkretnie chodzi o zwracanie uwagi i gesty oraz sposób wyrażania się. I tak właśnie jest, dwa tygodnie na mieszkaniu na Bronxie robią swoje. Jedziesz do NY i przesiąkasz flavą, która później sprawia, że twój taniec nie jest szeptem, tylko wrzaskiem, który przygniata!

Nowy Jork zapewne jest inspirującym miejscem dla każdego adepta kultury hip-hop. Problemem jest, że nie każdy może sobie pozwolić. Żyjemy w szarej rzeczywistości. Odwiedziny Nowego Jorku traktuję jak metę w dążeniu do spełnienia marzeń. Niejeden myśli podobnie. Czy masz jakąś tajną receptę jak pójść na skróty? Żeby ponaglić ów wyjazd, dożywotnio nie oszczędzając. A w rzeczywistości, jaki jest Nowy Jork? Inny niż w filmach, gazetach, teledyskach?

Jeśli chodzi o mnie, to za wyjazd do Stanów zapłaciłem sobie tylko raz. Jak dolar stał 2,80 zł hehe… Kolejne wyjazdy sponsorowane były przez organizatorów europejskich imprez, które zgarniałem z moim crew.

Jak byłem pierwszy raz w Nowym Jorku, to jarałem się nawet lampą uliczną, wozem policyjnym czy zwykłymi taksówkami, które wyglądają właśnie jak na filmach. Drapacze chmur robią naprawdę duże wrażenie, szczególnie, gdy z lotniska jedziesz metrem prosto na Manhattan, a pierwsze co widzisz po wyjściu ze stacji, to lasy budynków, których dachów nie było widać. Nowy Jork jest różny. Są tam najbogatsi ludzie na świecie, ale są też i najbiedniejsi, ci, którzy z całymi rodzinami i dobytkiem śpią w kartonach przy ulicy. Czyli zauważasz tam pełno skrajności w wielu dziedzinach życia. Jest też tak, że jeśli nie masz kasy, to w sumie nie masz co robić. Jest tam też niebezpiecznie. W pierwszą noc spędzoną na Bronxie, siedząc sobie na dachu 2-piętrowca, w którym spaliśmy, byliśmy świadkami strzelaniny, która wydarzyła się przy naszej ulicy. To zupełnie zmieniło nasze podejście do życia tam.

Amerykanie mówią, że to normalka. A opowieści ludzi, którzy stracili bliskich od postrzału na ulicy w zupełnie przypadkowy sposób, od tyłu w plecy, przyprawiały o dreszcze.

Tak więc byłem tam kilka razy, ale ostatni raz zmienił mój sposób patrzenia na to miejsce. I w sumie, z czasem Nowy Jork okazał się zwykłym miastem jak każde inne, tylko że o wiele większym od każdego innego w którym byłem. A tak bardziej konkretnie, to ja kupiłem bilet za 1600 złoty w dwie strony. Teraz stoją po 2500 tysia. To nie jest aż taki koszmar, ale trzeba się liczyć z tym, że po roku pracy wyjazd do Nowego Jorku kończy się pustym kontem ;).

Powróćmy do obozu tanecznego, który współtworzysz – Catch Flava. Najpewniejszym źródłem są informacje z pierwszej ręki. Wszelkie niuanse każdy zainteresowany może wyszukać gdziekolwiek na własny rachunek, lecz żaden nawet najbardziej zachęcający afisz nie dorówna jednemu z organizatorów. Warsztaty adresowane do bboys są często nacechowane olbrzymim naciskiem na wiedzę o kulturze. Przyznam, że zawsze mnie to intrygowało, tym bardziej, że w dziedzinie rapu to mało popularne zjawisko. Zatem, czy na waszym obozie znalazłoby się również miejsce dla takich ludzi? Niekoniecznie tańczących, lecz pragnących przeżyć kilka wspaniałych chwil w atmosferze prawdziwego hip-hopu. Przybliż szczegóły Catch The Flava.

Catch The Flava (www.catchtheflava), to obóz głównie od bboys dla bboys, zdarza się jednak, że odwiedzą nas osoby, które z tańcem nie są w ogóle związane. Np. ludzie wpadają pojeździć na snowboardzie lub na nartach lub po prostu wpadną, by czegoś się nauczyć. Np. ostatnio w lato, dodatkowe warsztaty przeprowadzał DJ Przeplach, który robi najlepsze warsztaty DJskie, na jakich byłem. Teraz planujemy poszerzyć obóz o warsztat graffiti. Zobaczymy jak to wyjdzie w praniu, ale wiem, że dzieciaki chcą rozwijać się w tych kierunkach, więc dobrze jest im stworzyć do tego warunki. Na obóz wpadają też starsi, którzy po prostu zawsze marzyli o tym, żeby zacząć tańczyć, ale nigdy nie mieli odwagi lub okazji. Zaczynają z nami i zarażają się pasją. Nie tańczą typowo turniejowo, ale dla siebie i dla zdrowia fizycznego. Tak więc na obozie każdy może się odnaleźć, a to, że nie tańczysz breka, to żadna przeszkoda. Po naszym obozie załapiesz jaka jest mentalność bboya, poznasz podstawowe kroki oraz historię tańca i całego hip-hopu. Poznasz też ludzi, dla których hip-hop to całe życie. Oprócz warsztatów tanecznych, które prowadzi najlepsze i najbardziej utytułowane crew w Polsce Polskee Flavour, współpracujemy również z bgirls. Bgirl Zofia z ekipy Lajony Kingz oraz Bgirl Venka z ekipy Raw Bgirls, która ukończyła szkołę fizjoterapeutyczną, robi dla nas wykłady na temat zdrowego odżywiania, dynamiki ruchu oraz wielu zasad, które obowiązują i pomagają przy regularnym treningu i zdrowym trybie życia. W zimę mieliśmy instruktora snowboardu, a w lato spływ kajakowy. Z obozu na obóz chcemy się rozwijać i tworzyć coraz to nowe rzeczy. Można powiedzieć, że Catch The Flava to nasza pasja, więc z pełną zajawką rozwijamy się z myślą o pasjonatach tej kultury. W Polsce jest ich coraz więcej, także niech każdy będzie czujny, bo praca nad projektem trwa nieprzerwanie. Już w styczniu i lutym dwa zimowe turnusy. Zapraszam!

Wypadałoby więc skorzystać z zaproszenia, a już na pewno w przyszłości. Powiedz mi, czy więcej jest beefów w świecie bboys niż mcs? Bo wyglądacie na jedną wielką rodzinę jako całość (z perspektywy trzeciej osoby) w porównaniu do skomercjalizowanego rapu.

Beefy są, ale na pewno nie tak komercyjne jak w rapie, hehe. Jak jest problem, to rozwiązuje się go na parkiecie. Jeśli nie da się go rozwiązać na parkiecie, to w ogóle nie ma problemu.

Czasami jak mi się nudzi, to wbijam do koła i od razu zjeżdżam kolesi. Walczę z każdym, wychodzę na każdego i odpowiadam każdemu. Tańczę do momentu, kiedy muszę odpocząć. Wtedy odpuszczam rundę, najczęściej wypełnioną przez zioma z mojej ekipy, po czym wjeżdżam znowu. Czasem pojawiają się obraźliwe gesty albo teksty. W kołach trudno cokolwiek przewidzieć. Z beefami w bboyingu naprawdę różnie bywa. Ale nie powiem, że są niepotrzebne. W bboyingu najważniejszy jest ogień. A skąd ten ogień pochodzi to już drugorzędna sprawa. Najważniejsze jest to, że ten ogień rozprzestrzenia się w mgnieniu oka.

Chciałbym poruszyć temat Twojego artykułu dla Break.pl. Wiele możemy się dzięki niemu nauczyć, reprezentanci każdego elementu w kulturze mogliby powiesić go nad łóżkiem. Streszcza pokrótce ideologię naszej kultury. Jest uniwersalny dla wszystkich, choćby poprzez fragment o efektywniejszym flow do wolniejszej muzyki. Wiele mnie nauczył i pozwolił spojrzeć na niektóre rzeczy z zupełnie innej strony niż dotychczas.

Tak, czasem lubię sobie coś napisać. Jak ktoś ma ochotę poczytać więcej moich rzeczy, zapraszam na mój nowy blog. Mam w planach go dynamicznie rozwijać. Wiec zapraszam. bboymefo.blogspot.com.

Zagłębie Dąbrowskie, region, w którym mieszkam, składa się z czterech głównych ośrodków: Sosnowiec, Dąbrowa Górnicza, Będzin i Czeladź. Czy miałeś jakąkolwiek styczność z zagłębiowską kulturą hip-hop? Występowałeś w pobliżu? Współpracowałeś z kimś stąd? Ktoś zrobił na Tobie wrażenie? O kimś słyszałeś? Może jakieś przyjemne wspomnienie związane z tym miejscem?

Hmm. Powiem szczerze, że bboyom ciężko jest spamiętać od razu, która twarz z którego miasta pochodzi hehe. Ale niewykluczone, że znam kogoś z Sosnowca. Tylko, że na dzień dzisiejszy nie przypomnę sobie, kogo konkretnie. Tak czy siak, bywam na Śląsku. Moja żona pochodzi z Gliwic. Mam też wielu przyjaciół w Leszczynach, Rybniku, Rydułtowach, Jaworznie i Katowicach. Śląsk był zawsze mocny, jeśli chodzi o bboying.

Kultura hip-hop w Zagłębiu ma ogromny potencjał. Posiadamy kilka nazwisk kojarzonych szerzej, lecz upatruję w niej perspektywę rozwoju, która zaowocuje w przyszłości i sporo namiesza. Kilka słów dla rozwijającej się sceny i młodych aktywistów od starszego stażem kolegi po fachu.

Najważniejsze są podróże. W każdej dziedzinie życia. Podróże otwierają głowę. Przyprawy, architektura, potrawy, języki, nazwy ulic, charakterystyczna flava różnych miejsc. To wszystko trzeba dotknąć, poczuć i posmakować. A więc jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że twój dom nie jest na Śląsku. Twój dom może być gdzie tylko sobie wymyślisz. Pomyśl, nie fajnie byłoby mieszkać w San Francisco?

Też prawda. Niestety musimy kończyć. Z dwojga złego: Końcowe pozdrowienia rodem z kiczowatego talk-show lub komentarz do bieżących wydarzeń ze świata? Ewentualnie stawiam na Twoją inwencję twórczą.

Wielki szacunek dla ciebie, że robisz blog i wywiady. Wielki szacunek dla każdego zajawkowicza, który pragnie rozwoju naszej kultury. Prywatnie od siebie chciałbym podziękować mojej żonie Vence za wsparcie i inspiracje. Mojemu ziomowi Chuchuowi za niegasnący ogień. Oraz całemu mojemu crew za to, że z nimi mogę wszystko. PEACE.

Dziękuję za rozmowę. Odwdzięczę się!

Autor: Modest - www.mod3st.blogspot.com
Google:
Facebook:
Podziel się: Bookmark and Share
Kategoria: hip hop, bboying , hip hop dance
  • Dodał: radi
  • Zakceptowany: 08.02.12
  • Ostatnie zmiany: 11.02.12
Tagi: bboy mefo , nauka breakdance , funky masons , catch the flava



Komentarze

comments powered by Disqus

© 2001 - Break.pl - Prawdziwa strona Hip-Hop'u! Zgłoś błąd | Początek strony