0

“CYPHA CYPHA”

“CYPHA CYPHA”

...Gdy koła się otworzą, pochłoną wszystkich tancerzy przekraczających te wrota...

...W kołach nie chodzi o rundy, nie chodzi o strony... wszystko to, co liczy się na prawdę, to energia zgromadzonej grupy żywych indywidualności, które “chcą wbić do środka”...

...Nie ma limitu żołnierzy, nie ma żadnych nawiasów, a czas jest iluzją. Ludzie w kole stworzą własne pole grawitacji, które przywoła Twoje imię kiedy nadejdzie odpowiedni dla Ciebie czas. Poczujesz to, zechcesz wejść, ale musisz być gotów...

Widzisz nas na turniejach, nie jesteśmy wtedy na na pierwszym planie.

Widzisz nas często kiedy rozglądasz się w klubie.

Dostrzegasz zagęszczenie ludzi, niewielką przestrzeń a tam...nas.

Tańczymy w kole.

„Nazywamy je „ciphers”, jednak oryginalna nazwa to circles. Mogę szczerze powiedzieć, że dla mnie „cipher” ma bardzo głębokie znaczenie. Zrozumienie i wiedza, sprawi, że na zawsze będziesz pokorny [wobec sztuki, którą tworzysz]. Jeśli uderzasz do kół przez całe życie, to są one dla Ciebie czymś nieporównywalnie większym od miejscówki, gdzie po prostu pokazujesz swoje ruchy.

…………….

Pomyśl o tym, kiedy następnym razem udasz się na prawdziwy Jam z wieloma kołami”- te słowa przekazał mi nauczyciel B-boy Freeze...

No i pomyślałem.

Jak powiedział kiedyś ktoś mądry, w początku jest moc i siła.

W latach 1974-1976, kiedy Breaking dopiero wychodził powoli z głębokich podziemi, kiedy

kształtowane były pierwsze ruchy, ludzie tacy jak Trac 2, Beaver, Spy, Jo Jo, Spike, Jimmi D, żeby zapracować na swoje imię, jeździli od imprezy do imprezy tańcząc w kołach. Byli jak cyganie, którzy wędrowali po mapie Hip Hopowych jamów, żeby świecić jeszcze jaśniej. W Hip Hopie od samego początku, bardzo wiele kręci się wokół trzech słów: Look At Me (Popatrz Na Mnie). I nie chodzi tu o skrajny egocentryzm czy narcyzm, tylko o pełną ekspresję siebie. W czasach kiedy nikt nie myślał o zawodach, nagrodach czy pieniądzach, sławę zdobywano w naturalnym środowisku, w spontanicznie tworzonych kołach.

„Koła to nie scena, to nie błysk, szpan i wytworna prezentacja. To prawdziwa esencja tego gdzie nasz taniec powinien się znajdować, ciemne koło w klubie lub na ulicy”

Koło jest nacechowane pewną symboliką. Okrąg i koło tworzą jedność , która wprawia świat w ruch. Te główne symbole, od wieków miały wielkie znaczenie dla naszych przodków. W starożytności  symbolizowały: harmonię, nieskończoność oraz świętą przestrzeń.

Każdy z Was, kto choć raz doświadczył w kole „czegoś” na pograniczu spirytualizmu i odczuwania niezwykłego pokładu energii, może bardziej zrozumieć symbolikę świętej przestrzeni. Jednak ta przestrzeń, nie robi się już taka święta, gdy ktoś zapragnie przejść sobie przez koło, wylewając na parkiet browary. Dlatego tak ważne jest żeby do kultury masowej przedzierały się zasady kultury niszowej. Zasada numer 1, tancerzom nie przeszkadza się kiedy tańczą. Dla wielu poważnych B-Boys doświadczenie związane z tańczeniem w dobrym kole jest bardzo bliskie obrzędom religijnym.

Koło to nie tylko ściśle matematyczne określenie, które poznaliśmy na geometrii. W naszym środowisku to wyrażenie opisuje zbiorowisko artystycznie utalentowanych ludzi, MC’s, DJ’s, B-Boys’s oraz pozostałych głodnych doświadczeń członków kultury Hip Hop. Te zgromadzenie wywołuje burze idei, dzieli się między sobą wiedzą i prezentuje swoje umiejętności bez koniecznego pojedynkowania się z innymi Hip Hopowcami.

Kiedy ktoś wchodzi do koła, żeby przedstawić innym swoją sztukę, tym samym dzieli się z wiedzą z pozostałymi. Przedstawia zawarte w umyśle przekonania o tańcu, o interpretacji muzyki, o możliwościach ludzkiego ciała, o wszystkim co posiadł, czego się nauczył o świecie, i co zinternalizował w społeczeństwie. Dzięki tym unikalnym setom okoliczności i doświadczeń, my wszyscy posiadamy różne style. Z przekazywanej wiedzy wszyscy czerpiemy korzyści. Rozwijamy naszą kulturę. W kole mogą się nawiązać przyjaźnie, można spotkać ludzi z odległych stron, zaczerpnąć mieszanki energetycznej, otrzymać cenną radę. Dlatego esencją koła jest reprezentowanie siebie, dobra zabawa i co chyba najważniejsze, bycie zawsze freesh, kiedy przekazujemy innym wiedzę swoją postawą. Freestyle, oryginalność, muzykalność i taneczność to są rzeczy, które na wieki powinny być obecne w kołach.

Konflikt.

Bitwa to doświadczenie energetyczne wynikające z fizycznej walki tanecznej, dzielone przez dwie strony opozycji, które rywalizują o kontrolę oka cyklonu (koła).

Nasza prezencja jest podstawowym mechanizmem obronnym. Aura, którą kształtują nasze emocje, obecny stan fizyczny i psychiczny, ustawia ton ruchów i barwę stylu, za którym podążamy podczas pojedynku. Kiedy jesteśmy radośni, mamy wolną głowę od zmartwień lub kiedy jesteśmy spięci, zatroskani, nasz taniec wygląda inaczej.

Jeżeli będziemy pewni siebie przetrwamy, jeżeli pokażemy chociaż trochę słabości lub zwątpienia zostaniemy zjedzeni przez rywala.

Prawdziwy pojedynkowicz doświadcza stanu podwyższonej świadomości.

Utrzymuje wzrok na przeciwniku. Kieruje w jego stronę wszystkie taneczne ruchy. Przewiduje jego zagrania. Kontroluje poziom stresu i kondycyjnej wydolności. Nie nastawia się na 3 rudny, jak to wygląda w wypadku bitwy turniejowej. Jest świadom, że bitwa może toczyć się przez całą noc. Dlatego nie powtarza się i nie wysypuje wszystkich kart na stół. Testuje rywala, żeby ujawnić jego słabe strony. Decyduje o rodzaju psychologicznej manipulacji. Teatralną grą kupuje swój czas i czasem publiczność koła, ponieważ pamięta, że celem jest zlikwidowanie rywala i utrwalenie swojego imienia. Głównym dążeniem każdego „kota” jest zwiększanie arsenału i mocy broni, którą posiada, tak żeby za każdym razem jego wyjście wyglądało świeżo. Maksyma: tańcz dla siebie i staraj się nie myśleć co myśli cała reszta. To najlepsza mentalność.

Nowej generacji brakuje esencjonalnego dla B-Boya doświadczenia jakim jest ostra bitwa w kole. Do tego przyczynił szereg różnych okoliczności. Początek lat 80, kiedy B-Boyingiem mocno zainteresowały się media, w wyniku czego stał się on Breakdancem. Działalność Michaela Holmana (agenta i promotora New York City Breakers) w klubie Negril, gdzie rozgrywały się pierwsze sztucznie ustawione bitwy. Następnie od końca lat 90, rozwój biznesu eventowego oraz popularyzacja Breakingu na masową skalę, sprawiły, że walka na turnieju przyćmiła naturalne pole bitwy jakim na początku było koło. Kolejne pokolenia zaczynają tańczyć, gdyż mają ku temu mocne powody, widzą w tym różnorodne korzyści: nagrody, sławę, szpan, uznanie. Nie można tego potępiać, ponieważ to zjawisko również ma swoje pozytywy. Rywalizacja na turniejach i profesjonalizacja Breakingu, sprawiła, że spotykamy się z niesamowitym poziomem umiejętności. Jednak w tym momencie należy wprowadzić rozróżnienie pomiędzy kołami a turniejami.

Na turniejach walczymy w “sztucznym środowisku”: na scenie tworzymy wyimaginowany konflikt, jesteśmy ograniczeni ilością rund, zmuszeni dać z siebie wszystko, gdy dobór muzyki nam nie pasuje. Jesteśmy oceniani przez poglądy, wiedzę i subiektywną wizję Breakingu poszczególnych sędziów. Jednak to wszystko daje zewnętrzną motywację, jaką jest nagroda, popularność, pieniądze i inne wymierne korzyści, które wciągają w naszą kulturę co raz więcej młodych ludzi. W przypadku circles można mówić o motywacji wewnętrznej, ponieważ to nasz wolna wola czy wyjdziemy do koła. Uderzamy kiedy mamy na to ochotę, podoba nam się atmosfera i muzyka. Naszą nagrodą jest świadomość udanej rundy, lub gdy myślimy ”ale fajnie mi się tańczyło”, „spaliłem ten beat”, czujemy się docenieni, kiedy ktoś powie nam: ”dobry set stary, jaram się”. To jest zasadnicza różnica, mógłbym nawet powiedzieć, że to zupełnie dwa odrębne doświadczenia. Oba niezbędne w życiu tancerza. Motywowani wewnętrznie i zewnętrznie wypełniamy nasze życie B-boyingiem.

Wracając do sedna, wiedza o tym jak taka bitwa w “naturalnym środowisku” ma wielkie znaczenie jest powszechnie dostępna dla każdego, kto choć trochę zagłębia się w arkany naszej sztuki. Każdy młody B-boy wpaja sobie: “Muszę wchodzić do koła, muszę wchodzić do koła”. Takie afirmacje oczywiście czynią dużo dobrego dla młodego tancerza. Jednak niedojrzałe pojmowanie roli koła w życiu B-boya, sprawia, że pojawiają się pewne negatywne skutki takiej wyśrubowanej postawy. Uderzę z grubej rury, generalnie uważam , że eliminacje do turniejów nie powinny odbywać się w kołach. Uważam, że takie działanie przekształca naturalność i niezależność oryginalnego charakteru kół, które na początku nigdy nie były niczym stymulowane i w żaden sposób oceniane bądź limitowane. Koło żyje swoim życiem i żywi się nieprzymuszoną wolą i wolną energią. W momencie kiedy do kół wchodzą „ukryci sędziowie”, wybierane są składy lub tancerze do bitw głównych, narzucony limit czasowy, przylepiane karteczki, to wtedy koła przestają być kołami. Stają się polem bitwy z mocno ograniczoną przestrzenią i sztucznie stymulowaną agresją, ponieważ każdy chce wyjść wiele razy, żeby dostać się do turnieju głównego. Rozumiem i szanuję promotorów i organizatorów eventów, którzy chcą nakłonić młodych tancerzy do pokazywania się w kołach, ale moim zdaniem to nie jest ta droga, bowiem później ludzie nie umieją wychillować w kole, ponieść się groove i bawić się tańcem.

Myślę, że część osób może się ze mną nie zgodzić w tej kwestii, ale dla mnie circles i turnieje to dwa różne światy, które chyba nie powinny dokonywać fuzji. Chęć tańczenia w kołach powinna wynikać z wiedzy, wolnej woli i dobrej energii.

Nie możemy zapominać, że reprezentujemy sobą całą kulturę ludziom z zewnątrz. Powinniśmy obserwować tancerzy innych stylów, Rockerów, Lockerów czy Popperów. Oni siebie szanują, pokazują swoją godność, pozytywną energię i umieją wyluzować. Oczywiście, że nasz taniec powinien być silny, ekspresywny i wyrazisty. Jednak nie może być tak, że ludzie, którzy nas obserwują i nie znają całej tej naszej gry i jej otoczki, oceniają nas jako negatywnie nastawionych ludzi, którzy nie respektują siebie nawzajem, po prostu nie lubią się. To właśnie jest sztuczna agresja, pozory, które próbujemy stwarzać, żeby zatuszować swój stres. W wyniku tego pojawiają się gesty, które nie mają sensu. W rockingu, Burnsy (pojazdy na przeciwnika) są zabawne i mają sens. Ludzie chyba powinni rozumieć sztukę ,którą oglądają. Prawda? Czy dalej będziemy wyciągać „dzidy” z nikąd i pokazywać je na potęgę. Tak chcemy reprezentować sztukę, którą tworzymy?

Spotkałem się z bardzo trafną analogią, którą stworzył świetny b-boy, Ata z Finlandii. Sposób prezencji w kole porównał do rekina i piranii. Rekin to gentleman, wyczekuje na odpowiedni moment, żeby zaatakować. Gdy już atakuje stawia na jakość a nie ilość. Pirania szturmując koła robi wokół siebie dużo hałasu. Jasne, to też jest sposób na przedstawianie siebie. Pytanie brzmi, czy wolicie być znani jako rekin, który zdobywa dominację i renomę jak gentleman, gładko, czasem sprytnie, czy pirania, która drażni wszystkich w kole stawiając sobie za cel bombardowanie, ilość ponad jakość, typ 15 minut sławy.

„Dobrych kilkanaście lat temu, kiedy kultura jeszcze wychodziła z kokonu, koła również posiadały swój specyficzny żar i gorącą atmosferę. Jednak bitwy wynikały z beefów, z prawdziwych nieporozumień, a nie nabrzmiałego do granic ego. Na przykład w Los Angeles, koła nie tworzą się zbyt często. Do momentu w którym jakiś ziom nie będzie chciał nakarmić swojego ego i zaznaczyć statusu w społeczności ulicznych tancerzy. Na większości eventów w L.A koła służą treningowi a nie walce” Ziggy

Powinniśmy zdobywać wiedzę, uczyć się od ludzi, którzy byli przed nami. Różne umysły, różne filozofie, jednak z syntezy różnych poglądów można otrzymać to co jest najlepsze dla naszego rozwoju. W procesie tworzenia siebie, nie jest najważniejsze wygrywanie zawodów, to składa się na to, że możemy zarabiać na życie tańcem, ponieważ mamy wyrobioną markę. Jedyną rzeczą, która naprawdę pomagała Hip-Hopowi przez te wszystkie historyczne okresy wzlotów i upadków, były zawsze umiejętności i wiedza. Nie trend, moda czy błysk, to były wisienki na czubku tortu.

Newschool i oldschool to dwie strony tej samej monety jak powiedział Bebe.

Dlatego, nie można negować tego co było kiedyś, receptą jest idea jaką stworzył oldschool i umiejętności, które na najwyższe poziomy wynosi newschool.

Dlatego podsumowując ten wywód, zakończę go słowami KRS-One: „You must learn”, we must learn, pisząc ten felieton, też nauczyłem się kilku rzeczy i mam nadzieję, że będę teraz bardziej świadomie podchodził do esencji tańczenia w kołach.

Pokój.  

Autor: Zyskill / Flava Dance Magazine
Google:
Facebook:
Podziel się: Bookmark and Share
Kategoria: hip hop, breakdance
  • Dodał: radi
  • Zakceptowany: 19.07.11
  • Ostatnie zmiany: 19.07.11
Tagi: brak



Komentarze

comments powered by Disqus

© 2001 - Break.pl - Prawdziwa strona Hip-Hop'u! Zgłoś błąd | Początek strony