0

BBoy Ynot - wywiad!

BBoy Ynot - wywiad!

Przede wszystkim chciałem przywitać się z Wami, czytelnikami Flava Magazine. Wraz z kolejnymi numerami będę starał się dostarczać Wam świeżych i konkretnych wywiadów oraz artykułów.

Na sam początek przedstawiam Wam wywiad z jedną z moich największych inspiracji. Człowiekiem, który ma niesamowicie oryginalne podejście do tańca, muzyki, do świata i własnego życia. Skosztujcie wywiadu z reprezentantem legendarnego Rock Steady Crew - przed Wami b-boy Ynot.

Zapraszam do lektury!

Skoora: What’s up, Ynot! Na początku – jak zawsze – proszę, przedstaw się.

Ynot: Siemasz, brachu! Mam na imię Tony – od tyłu Ynot, reprezentuję Rock Steady Crew.

S: Powiedz coś o swojej ekipie.

Y: Rock Steady Crew jest powodem, dla którego tańczę. W latach 90. minionego wieku RSC było dużym autorytetem dla wielu b-boys z tri-state area (Nowy Jork – New Jersey – Connecticut – prz. red.). Teraz, będąc częścią tej ekipy, chcę wywierać wpływ na innych tak samo, jak wtedy oni na mnie.

S: Cały świat zna Ciebie z Twoich Top Rocks, Up Styles. Można by wiele o tym pisać – charakteryzuje je czystość, płynność, siła konkretu. Jakie jest Twoje podejście do tego elementu b-boyingu?

Y: Dziękuję. Moje podejście do Top Rocks nie różni się praktycznie niczym od tego, jak traktuję taniec jako całość. Wszystko zaczyna się od muzyki. Robię to, co muzyka mi podpowiada, to – jak przeze mnie przemawia. Staram się ucieleśnić muzykę.

S: Jakieś wskazówki przydatne do treningu przy Up Styles?

Y: Więc, mam 3 systemy, jak je trenować. Pierwszy z nich to trening wysiłkowy, taki, by pozostać w formie i kondycji czyli na przykład siłownia. Kolejny sposób to trening polegający na wsłuchiwaniu się, słuchaniu muzyki. Robienie sekcji i wnikliwe analizowanie jej. Rozbicie i rozpracowanie jej warstw i instrumentów. Robię tak, ponieważ jedną z moich największych pasji jest muzyka i proces jej tworzenia. Ostatni sposób to klub. Wyjście do klubu i wyłączenie procesu myślenia – zwykłe oddanie się tańcowi, niech muzyka robi z Tobą i Twoimi ruchami, co się jej rzewnie podoba.

S: Mam nadzieję, że ktoś kiedyś skorzysta z takich systemów. Jak możesz zatem opisać swój styl, na czym go opierasz?

Y: Mój styl przypomina styl moich nauczycieli – Mr. Wiggles, Crazy Legs i Popmaster Fabel. Również duży wpływ na mój taniec ma każdy, kto pokazał mi cokolwiek wartościowego. Mam wciąż i stale oczy szeroko otwarte oraz słuch wytężony po to, by móc uczyć się od innych. Przecież od drugiej osoby można się tyle nauczyć i nieważne, jaki poziom ten ktoś reprezentuje. Duży wpływ wywiera na mnie oczywiście muzyka jak i tancerze, również Ci, których nie ma już wśród nas. Filmy, sztuki walki … cokolwiek, co mogę wrzucić z zewnątrz do swojego świata.

S: A inspiracje … gdzie ich szukasz?

Y: Próbuję przede wszystkim słuchać siebie, swoich potrzeb i być szczerym w stosunku do moich ruchów. Jeśli dany utwór muzyczny przeraża mnie, wtedy przerażenie uwidaczniam. Jeśli wzbudza we mnie agresję, wtedy atakuję. Próbuję wzbudzić w sobie taki stan, wnieść siebie w taki byt, który mógłby żyć własnym życiem w świecie kreowanym przez muzykę.
S: Jasne, szacunek do samego siebie jest bardzo ważny. Widziałem projekt stworzony wspólnie przez Ciebie i DJ Skeme Richards’a na temat flow. Uważam, że ten klip pozostaje bardzo niedoceniony.

Y: Tak, uważam podobnie. Wiele materiałów nie znalazło się ostatecznie w tym klipie. Chciałbym zrobić z niewykorzystanych ujęć kolejny projekt tego typu. Może uda zrobić się jakąś serię klipów. Wiesz, najważniejsze jest to, by o tym rozmawiać. Czasem odbieram telefon od Skeme Richards’a i sobie myślę … “ten projekt to naprawdę dobra gadka”. Tylko szkoda, że tylko pomiędzy nami dwoma (śmiech).

S: Sporo podróżujesz. Co znaczą dla Ciebie podróże, co Tobie dają?

Y: Pokorę. Mam okazję widzieć rzeczy i miejsca, o których nigdy nie śniłem. Podróżowanie daje spokój moim myślom. Poznaję również wielu utalentowanych ludzi, którzy inspirują mnie do dalszej, często cięższej pracy nad sobą.
S: Wiele razy sędziowałeś zawody w Stanach, Europie czy Azji. Czy na podstawie nabranych doświadczeń ukształtowałeś już jakieś konkretne kryteria? Co oceniasz, jaki jest Twój punkt widzenia?

Y: Po pierwsze – nie sędziuję w taki sposób, jak ludzie mogą sądzić. Często odczuwam coś takiego, że gdy b-boys/b-girls widzą mnie to robią dużo Top Rocks. Wiesz, to bardzo dobre, ale podczas bitwy musisz robić to, co umiesz najlepiej i robić to najlepiej. Nie robić wszystkich tych tanecznych rzeczy, nie akcentować na wyrost, ponieważ czujesz, że niby powinieneś. Sędziuję przede wszystkim tych, którzy wiem, że są prawdziwi i szczerzy ze swoimi ruchami i sprawiają, że ta prawdziwość działa.

S: W 2009 roku odwiedziłeś nasz kraj podczas urodzinowego jamu ekipy Lajony Kingz. Wiem, że nie spędziłeś w Polsce wystarczająco czasu, ale ten pierwszy raz często bywa najważniejszy bądź najbardziej zapamiętany. Jak Ty zapamiętałeś naszą scenę, polskich tancerzy?

Y: Racja, byłem w Polsce bardzo krótki okres czasu, ale był to bardzo dobry okres. Był to czas, jak ja go nazywam, wartościowy. Przede wszystkim – wszyscy wspólnie tańczyliśmy. To jest to, czego zawsze oczekuję. Jeśli przyjeżdżam do jakiegoś kraju, zróbmy event, jeśli trzeba, ale równie mocno pamiętajmy o tym, by się dobrze bawić! W Polsce właśnie tak było.

S: Miło słyszeć! A jak wygląda scena Stanów Zjednoczonych w Twoich oczach, jak się prezentuje? W jakim kierunku aktualnie zmierza?

Y: W Stanach jest naprawdę sporo świetnych talentów. Młodzież musi być jednak edukowana w odpowiednim kierunku. Nie często spotyka się w US regułę „each one teach one”, tego mi brakuje. Mamy 2011 rok, jeśli jesteśmy wkurzeni z tego powodu, że ludzie w Stanach nie szanują brekingu to jest to tylko i wyłącznie nasza wina.

S: Wielu dziś wymienia jakiś swój piąty element kultury. MC Trix powtarza, że według niego jest nim organizacja. Co jest Twoim?

Y: Nie dodałbym już żadnego elementu do tych określonych przez the Godfather Afrika Bambaataa. Twoje doświadczenia związane z Hip-Hopem naprawdę mogą ciebie wiele nauczyć i pozwolą wiele osiągnąć – musisz tylko to zauważać i doceniać. Wiedza sama w sobie jest chyba największym doświadczeniem. Poza tym, to moja kultura i właśnie nią żyję.

S: Jamy czy eventy?

Y: Potrzebujemy obydwóch. Potrzebujemy możliwości i okoliczności do konfrontacji, by pchać b-boying na kolejne poziomy i by doświadczać tańca. Również potrzebujemy luźniejszych momentów, by móc bez barier oddać się muzyce i dobrze się pobawić, celebrować życie. Jednak mimo wszystko sądzę, że potrzebujemy więcej jamów.

S: Mi również brakuje większej liczby jamów. Nasza rozmowa chyli się ku końcowi. Gdzie można będzie Ciebie w tym roku spotkać?

Y: Mam kilka potwierdzonych wyjazdów, ale nie chcę ich zbytnio zdradzać. Mogę tylko powiedzieć, że te kilka lat będę się starał, by zobaczyć i doświadczyć tak dużo, ile będę w stanie.

S: Pozdrowienia?

Y: Dziękuję Tobie za możliwość rozmowy. Propsy dla młodego, jak i starego pokolenia Rock Steady Crew. Wysyłam szacunek do wszystkich tych, którzy sprawiają, że Hip-Hop żyje. Pokój!

Autor: Skoora / Flava Dance Magazine

BBoy Ynot - wywiad!
BBoy Ynot - wywiad!
Google:
Facebook:
Podziel się: Bookmark and Share
Kategoria: hip hop, bboying
  • Dodał: radi
  • Zakceptowany: 31.01.12
  • Ostatnie zmiany: 31.01.12
Tagi: brak



Komentarze

comments powered by Disqus

© 2001 - Break.pl - Prawdziwa strona Hip-Hop'u! Zgłoś błąd | Początek strony