Wywiad z eL-Cookizo Rock

Wywiad z eL-Cookizo Rock

Artykuł powstał dzięki wsparciu firmy Cropp townCropptown

1. Na początek Cookiz przedstaw się, z jakie crew pochodzisz, od kiedy tańczysz oraz jak naprawdę masz na imię i co poza bboyingiem cie interesuje

Nazywam się Michał, tańczę od 7 lat. Reprezentuję doskonale wszystkim znany projekt hiphopowy „Real polish hiphop movement called Azizi Hustlazz” Na początku od razu małe sprostowanie. Bboying strasznie trudno w moim przypadku nazwać „zainteresowaniem”, ponieważ ja śmiertelnie poważnie traktuje to, co robię w życiu, a Bboying właśnie jest dla mnie najważniejszy. Jest on przede wszystkim tą częścią mojego życia, która nierozerwalnie wiąże się z samym istnieniem. Co za tym idzie przekłada się to na prostą zależność „Żyję, bo hiphop pozwala mi żyć.” Spotkałem się wiele razy z sytuacją, że nie potrafiłem się z kimś dogadać, albo ktoś patrzał na mnie jak na swoistego szaleńca z tego powodu, że ciągle staram się być wierny ideom starej szkoły, kiedy wszystko było krystalicznie czyste i nieskazitelnie szczere. To bardzo trudne utrzymać taką postawę, w dzisiejszym świecie – niemniej staram się jak mogę. Wracając do pytania. Na co dzień zajmuję się mnóstwem rzeczy i zdecydowanie nie zgadzam się z tezą, iż by robić coś dobrze trzeba ograniczać się do jednego zajęcia, bo jak widać ja ciągle twardo stoję na nogach. Aktualnie skończyłem studia licencjackie na kierunku filozofia, od października wybieram się dokończyć ten sam kierunek na studiach uzupełniających i planuje wieczorowo rozpocząć także jeszcze jeden inny. Do tego z moimi przyjacielami Wiktorem a.k.a. Vszu Peuen i Patrykiem a.k.a. DJ Zulu, pracuję nad rapową płytą, która będzie efektem rocznej pracy w studio. Sprawdzić materiał będzie można już wkrótce. Do tego jestem hiphopowym publicystą. Piszę dla różnych źródeł Np. prowadzę projekt „Bboying Lessons” na stronie www.cropptown.pl. Jestem także redaktorem strony www.break.pl, aktualnie zostałem także redaktorem działu breakdance magazynu „Ślizg”, od czasu do czasu pomagam także mojemu przyjacielowi Bartkowi a.k.a Cetowemu nad materiałami do Magazynu Hiphop, prowadzę profesjonalną szkółkę tańca. Prowadzę także warsztaty taneczne na terenie całego kraju, jestem koordynatorem kilku imprez organizowanych również w naszym kraju, zdarza mi się także sędziować turnieje tańca, kolekcjonuje dobre płyty rap, funk i jazz i gdzieś jeszcze w tym wszystkim mam czas normalnie żyć. Sam się czasem zastanawiam jak to możliwe.

2. Co oznacza twoja ksywka eL-Cookizo Może jest z nią związana jakaś historia

Historia będzie mało wyszukana, ponieważ ta ksywka jest naturalną ewolucją kilku innych z młodzieńczych lat. Ale tak a propos tematu przezwisk i nazywania nimi ludzi to ja osobiście jestem strasznie wyczulony na to czy ktoś mnie zna właśnie jako eL-Cookizo Rock czy zwyczajnie jako Michał. Oczywiście nie chodzi o samo nazywanie, bo ksywy przyjmuje się niezależnie czy je akceptujemy czy nie. Moja jest już marką, która dziś nie będę pseudo-skromnie ukrywał liczy się dość poważnie w tej grze. Ale sam pracowałem na ten stan rzeczy.Co za tym idzie niejednokrotnie zdarza mi się odczuć tą renomę i po części sławę. Dziś nie toleruję sytuacji, w której ktoś chce „znać mnie” i przebywać w moim towarzystwie właśnie za to, co osiągnąłem na scenie, a nie za to kim zwyczajnie jestem. Często zdarza mi się to odczuć ze strony kobiet, które to mają wrodzoną potrzebę „świecenia światłem”, najgorsze w tym wszystkim jest to, że przeważnie próbują świecić światłem odbitym. W związku z taką sytuacją niejednokrotnie przypomina mi się wers Piotrka z Fachu „Kiedy już poznamy się bliżej, ja nie chcę słyszeć, że jesteś ze mną bo mam Flexxip t-shirt” To świetny wers, który stawia mnie w po tej samej stronie tego problemu. Brzydzę się ludźmi, którzy właśnie próbują w ten sposób rozumować.

3. Kto wpłynął na ciebie lub, co się stało, iż stwierdziłeś, że hiphop a co za tym idzie bboying to jest to, co chcesz robić

Odkąd sięgam pamięcią, hiphop w moim życiu był zawsze gdzieś obok. Oczywiście poziom świadomości tego zjawiska na samym początku był zdecydowanie mniejszy niż teraz, ale to na pewno tamte czasy odcisnęły się w mojej świadomości i zwróciły mnie w tą stronę później. Początki sięgają przełomu lat 9192. Miałem to szczęście, iż miałem sąsiadów, którzy byli właśnie w tych latach silnie zajarani muzyką rap, ale byli oni także pierwszą zorganizowana grupą przestępczą mojego miasta. Byli to ludzie, dla których życie nowojorskiego gangstera było wzorem, co za tym szło, wszyscy ci ludzie chcieli żyć według tego, co widzieli na klipach NWA, Ice-T albo Public Enemy, bo jak sądzę nikt z nich nie miał zielonego pojęcia, co nawijają ci ludzie, bo nikt z nich nie znał język angielskiego, aczkolwiek język ulicy był na tyle uniwersalny i taki sam dla każdego zakątka świata, że bez problemu rozumieli, co oglądali. Jak nie trudno się domyślić, policja w mojej klatce była czasem nawet 3 razy dziennie! Tak się złożyło, że główne miejsce ich spotkań było także w mojej klatce i ja chcąc nie chcąc zawsze coś podsłuchałem, z kimś zamieniłem kilka słów, etc. Musze podkreślić, że ich wiedza o hiphop’ie była niemal zerowa. Hiphop był po prostu rodzajem muzyki, który pasował do ich stylu życia i niczym więcej. Ja w tych czasach miałem niespełna 10 lat i rodzice przestrzegali mnie, a wręcz zabraniali zadawać się z tymi ludźmi „Bo to do niczego dobrego nie prowadzi” aczkolwiek dziecko jak to dziecko, zawsze ma ciągotki w tą gorszą stronę, przez co czasem wbrew ich zakazom udawało mi się z nimi spędzać kilka chwil, pogadać o jakiś pierdołach.... i tak się zaczęło. Gdzieś udało mi się pożyczyć pierwsze kasety z muzyką i zacząłem słuchać. Trzeba także zaznaczyć, ze ja nie traktowałem tego poważnie, bo byłem jeszcze za młody i w tym samym czasie chłonąłem także wszystko to, co serwowały stacje muzyczne, co za tym idzie hiphop był pewnym dodatkiem. Poza tym nie wiedziałem o nim nic. Był on dla mnie po prostu muzyką, bez żadnego zaplecza ideologicznego. Wszystko zmieniło się około 97 roku, kiedy już zupełnie świadomie wiedziałem, czym jest hiphop, jakie przesłanie z sobą niesie i podjąłem wtedy decyzję – „Będę stał po tej samej stronie barykady co ci ludzie! Ponieważ reprezentują oni ten sam rodzaj wrażliwości, co ja”. Przypomina mi się śmieszna historia w związku z tym. Pamiętam, kiedy dostałem pierwszy raz w swoje ręce kasetę Totally Krossed Out„ duetu Kriss Kross, od razu zakochałem się w ich twórczości. A kiedy zobaczyłem ich pierwsze klipy powaliło mnie to już doszczętnie z nóg. Razem z kolegą z klasy zaczęliśmy naśladować ich styl ubierania, a głównie ubieranie spodni tył do przodu. Moi rodzice myśleli, że już doszczętnie mi odbiło i oczywiście nie pozwalali mi tego robić. Ja za każdym razem, kiedy szedłem do szkoły w klatce na dole przebierałem spodnie i odwracałem je tył do przodu, aż do momentu, kiedy wylądowałem u szkolnego psychologa... To były śmieszne czasy. Potem był bboying. Pojawiał się on w klipach, które oglądałem od samego początku, aczkolwiek nigdy jakoś to nie zwróciło mojej szczególnej uwagi. O ile mnie pamięć nie myli ktoś z tej całej bandy wyrostków ćwiczył tak zwane wtedy „elektro”, ale mnie to wtedy też nie kręciło. Wszystko zmieniło się w połowie 98 roku, kiedy dowiedziałem się, że kilku moich znajomych z osiedla tańczy ten taniec, który widziałem na klipach – był to Bboying. Kiedy ja pierwszy raz poszedłem właśnie do nich sprawdzić co się dzieje, okazało się, że chłopaki śmigają już około pół roku i co nieco już potrafią. Problemem było to, że nie bardzo mieli miejsce by go trenować, aczkolwiek jakoś im się udawało. Pamiętam dzień, kiedy zobaczyłem pierwszy raz na żywo „falę” zostałem ścięty z nóg! Pamiętam, że pomyślałem wtedy „To jest niesamowite, ja muszę także to umieć”. Oliwy do ognia dolało jeszcze to, kiedy pojechałem na pierwszy trening, na początku oczywiście jako obserwator i kiedy zobaczyłem Dara, który w tamtych czasach robił już prawie wszystkie figury – wtedy praktycznie umarłem. Pamiętam, że nie mogłem kilka nocy spać, myśląc tylko jednym. Od razu chciałem zacząć tańczyć. Problemem było to, w jaki sposób dołączyć do nich, ponieważ oni traktowali taniec to jak przynależność do jakieś organizacji, w której szeregi nie można było dołączyć ot tak po prostu. Bboying stawiał w ich mniemaniu wyżej wszystkich tych, którzy się nim trudnili. Mnie się udało przez to, że w tamtych czasach mój ówczesny szwagier trudnił się sprzedawaniem płyt CD, a ja dowiedziałem się, że chłopaki polują na jakąkolwiek płytę Afriki Bambaataa’y. Mój znajomy, który dobrze znał się z nimi napomknął, że może mógłbym tą płytę załatwić i tak oto udało mi się nawiązać kontakt. Jak się później okazało płyty nie udało mi się zorganizować, ale już przeniknąłem i zdarzyłem się zaprzyjaźnić, że mogłem spokojnie zacząć trenować. I tak też się stało. Początek był strasznie trudny, ale zarazem posiadał coś wspaniałego. Z powodu braku miejsca musieliśmy kombinować na różne strony, by zorganizować jakiś skrawek podłogi, który nadawałby się do tańczenia. Pewnej słonecznej niedzieli wpadliśmy na genialny pomysł zbudowania sobie przenośnego parkietu. Zebraliśmy się, obmyśliliśmy cały plan i zabraliśmy się wspólnie do roboty. Całe rano każdy na swój sposób załatwiał wszystkie otrzebne materiały do jego budowy (deski, płyty pilśniowe, etc.) Wieczorem, kiedy wszystko było gotowe, okazało się, że nasze dzieło ma powierzchnie około 3x3m i waży około 250kg! Do przenoszenia go z miejsce na miejsce potrzebowaliśmy około 10 osób, ale nas to nie zrażało, było warto. Zresztą była to jedyna alternatywa dla braku miejsca. Problemem były także jakiekolwiek materiały instruktażowe, lub jakakolwiek „wiedza”. Internet w kraju praktycznie nie istniał, modemy były strasznie drogie, tak samo sprawa się miała z kawiarenkami internetowymi. Pamiętam, że zbieraliśmy się wszyscy i chodziliśmy do kawiarenki ściągnąć kilka obrazków w jpg. bo nie było niczego więcej! Nie było mowy o sieciach p2p by ściągać muzykę, poza tym łącza miały tak tragiczna przepustowość, że jedną mp3 ściągało się około 1,5 godziny! To były dopiero początki Napstera, gdzie już można było znaleźć prawie wszystko problemem był jedynie dostęp do internetu. Dwoiliśmy się i troiliśmy by jakoś zarobić, by móc chodzić surfować po internecie i dostarczać jakichkolwiek materiałów, były one wtedy na wagę złota! Jedyne materiały, które posiadaliśmy to był przegrywany od Grafa z Zulu Nation Polska, z którym się wtedy dobrze znaliśmy Beat Street, Breakin i Radiotron wszystko w tak tragicznej jakości, że prawie niczego nie można było zobaczyć, ale oglądaliśmy po kilka razy dziennie każdą z kaset. W tamtym czasie, pojawił się swoisty boom na Bboying na naszej dzielnicy! Swoich sił próbowali praktycznie wszyscy, którzy byli mniej więcej w moim wieku! Na pierwszych treningach na street’cie, bywało czasem nawet 50 osób! To było naprawdę szalone. Każdy chciał być częścią czegoś więcej niż tylko zwykłej „osiedlowej egzystencji”, a Bboying właśnie pozwalał to osiągnąć. Ci wszyscy ludzie czuli wtedy, to samo co my. Razem marzyliśmy, mieliśmy jeden cel, fakt że do dziś wytrzymali tylko najwytrwalsi, wielu przestało przez kontuzje, niektórzy z braku motywacji, ale do dziś mamy wspólny początek i nadal wszystkich razem nas wiele łączy. Gdybym miał dokładnie podać tego, kto wciągnął mnie na poważnie w taniec, mógłbym powiedzieć, że był to na pewno Daro, który pokazał mi, że Bboying to jest cos niesamowitego. Od wtedy już go podziwiałem za niesamowite umiejętności, dziś nadal nie mogę wyjść z podziwu jak genialnym jest on tancerzem i jak perfekcyjnie potrafi oddawać muzykę. Ten chłopak dużo wcześniej tańczył do muzyki nim pojawił się na Europejskiej scenie Machine i tak dobitnie to wszystkim pokazał!. Natomiast pierwsze ruchy na żywo zobaczyłem dzięki moim przyjaciołom, Marcinowi a.k.a. KRH Pomocna Ręka oraz Patrykowi a.k.a. DJ Zulu. A dziś jestem tutaj i ciągle mam wielki szacunek dla tych, bez których nie byłbym tym, kim jestem. To ważne pamiętać o tych wszystkich ludziach, by nie popaść w samouwielbienie.

4. Kiedy powstało Azizi Co było przed Azizi

Formalnie jako Azizi wystartowaliśmy na zawodach na początku 2001 roku aczkolwiek, my między sobą uważamy, że projekt ten powstał w momencie, kiedy stworzyliśmy pierwszą ekipę, a był to rok 99. Nasza pierwsza nazwa brzmiała wtedy ”The Vortex Crew”, a przesiedzieliśmy mnóstwo czasu nad jej wymyśleniem. Każdy zgłaszał swoje propozycje i przeszła właśnie ta. Później przemianowaliśmy się na „Da Moving Lifestyle Squad”, ponieważ stwierdziliśmy, że tamta nazwa jednak nie pasowała do nas. Nie minęło wiele czasu, kiedy nazwa znów się zmieniła i powstało „Scream Style”, ta nazwa była z kolei wynikiem tego, że chcieliśmy wyrażać nią nasz unikalny styl tańczenia i jedynym idealnie pasującym słowem wyrażania nas było słowo „krzyk” i tak też się przyjęło. Następnym krokiem było już Azizi, kiedy to stwierdziliśmy, że nasz projekt skupia wokół siebie wszystkie 4 elementy. Nasze ambicje zawsze były bardzo wysokie i zawsze pragnęliśmy być „hiphop’owo samowystarczalni”. Nasza ekipa miała zawsze skupiać wszystko to, czym jest hiphop! Kiedy już robiliśmy w hiphop’ie wszystko od A do Z i na dodatek okazało się, że to wcale nie jest dla nas trudne, a wręcz przeciwnie jest to dla nas easy... Musiało powstać Azizi. Było to także spowodowane tym, że połączyliśmy wtedy w jedną wielką ekipę 2 mniejsze, ale tą historię znają już wszyscy, więc nie będę jej któryś raz z kolei przytaczał. Warto dodać, że dlatego, iż przez cały czas od powstania pierwszej ekipy przyświecała nam ta sama idea, rok 99 nazywamy początkiem projektu Azizi, tylko musiał on dojrzeć przez te wszystkie lata do obecnej postaci. Dziś nasz kwiat już dawno jest po okresie kwitnięcia, powoli zaczynamy zbierać owoce.

5. Pamiętasz konflikt z Nontoper Mielonką Chciałbyś już teraz na spokojnie powiedzieć, dlaczego zaczął się ten konflikt Czy to ogóle było potrzebne i co Wam i Mielonce to dało

To tak odległe czasy, że aż ciężko mi sobie przypomnieć źródła tego beefu. Ale wydaje mi się, że cała sytuacja narosła trochę z naszych chorych szczeniackich urojeń, a trochę z zastałej wtedy przez nas sytuacji w polskim Bboying’u. O ile mnie pamięć nie myli, to był początek roku 2000, kiedy grupa Nontoper Mielonka była tą najbardziej znaną polską ekipą w branży. My dopiero wschodziliśmy na tej scenie, aczkolwiek robiliśmy tak ogromne postępy, że nasze ambicje były większe niż wygrywanie imprez w Polsce, ale co się z tym wiązało musieliśmy najpierw zdobyć prestiż i uznanie na swoim podwórku. W naszym mniemaniu wiązało się to z tym, iż musimy wszystkim udowodnić, że jesteśmy lepsi od ekipy Nontoper Mielonka, tym sposobem oni stali się naszymi pierwszymi wrogami. Oliwy do ognia dolewał wtedy jeszcze Kiełpo, który w wywiadach opowiadał o tym, iż Bartazz „to najlepszy stylowiec w Polsce” Jak wiadomo Bartazz wtedy tańczył w Mielonce. Można sobie wyobrazić, jakie to u nas wywoływało zniesmaczenie. Nasza ekipa w naszym mniemaniu składała się z samych „najlepszych stylowców Polski” więc musieliśmy udowodnić tym chłopakom, że są daleko w błędzie myśląc że to oni są tymi „the best”. Tak z niczego wyrósł konflikt, ale głównie na płaszczyźnie tańca, choć kilka spraw uderzyło także w poszczególne osoby, ale nie chciałbym o takich rzeczach mówić na forum publicznym. Główny beef rozgrywał się miedzy nami, a Kiełpem. Punktem kulminacyjnym tego konfliktu była bitwa w Mogilnie na imprezie No Drugs 2, gdzie spotkaliśmy się z chłopakami z NTM w finale. Z perspektywy czasu mogę z czystym sercem powiedzieć, że sposób w jaki toczyła się ta bitwa, uczucia oraz emocje jakie jej towarzyszyły były tak niesamowite, że mogę także zaryzykować stwierdzenie, że dla mnie osobiście to była najlepsza bitwa w której dotychczas uczestniczyłem. Wbrew pozorom była lepsza od tej w La Defence we Francji z Teamem France, chociaż tam też było strasznie ostro. Zakończyła się zwycięstwem Nontoper Mielonki, ale po tej bitwie w naszych stosunkach coś drgnęło. Po pierwsze udało nam się poznać osobiście. Od tego momentu nasza wiedza o sobie nie była wymyślona przez nas samych oraz wykreowana przez media, tylko najzwyczajniej w świecie sprawdzona osobiście. Myślę, że od tamtego czasu wszyscy zmieniliśmy do siebie stosunek. Chłopaki z NTM zobaczyli, że wcale nie są z nas takie świrusy jak myśleli i to samo dotyczyło się naszego mniemania o nich. Z biegiem czasu zaprzyjaźniliśmy się i pamiętam, że rok później wspólnie zorganizowaliśmy pierwsze profesjonalne warsztaty tańca breakdance w Gnieźnie. Dziś mogę powiedzieć, że to co chcieliśmy wtedy udowodnić na scenie udało nam się do dzisiejszego dnia perfekcyjnie. Już na stałe zapisaliśmy się w kartach historii polskiego hiphop’u i nawet gdybyśmy w tej chwili zakończyli naszą działalność i zniknęlibyśmy ze sceny, to ktoś za 20 lat pisząc książkę o historii polskiego hiphop’u nie mógłby w niej nas pominąć. Tak to wygląda. Po tamtym beefie nie ma już żadnego śladu, zresztą Bartazz tańczy w naszej ekipie i śmiejemy się z tego teraz, ale wtedy to było śmiertelnie poważne. Ja muszę dodać, że osobiście wiele wiedzy o Bboying’u łyknąłem dzięki Maćkowi a.k.a. Kiełpo, wiec z perspektywy czasu dobrze ze topór wojenny został zakopany. Dziś nie ma po nim żadnego śladu.

6. Niejednokrotnie przejawia sie słowo Azizi Family - możesz po krótce przedstawić osoby należące do rodziny i w dwóch słowach określić ich zadania

W dwóch słowach będzie mi niezwykle ciężko to zrobić, wiec pozwolę sobie na kilka więcej. Azizi Family to ci wszyscy ludzie, którzy od zawsze są z nami, którzy niekoniecznie tańczą lub tańczyli, ale po prostu są. Jeżdżą z nami po imprezach, są z nami na co dzień, większość wychowała się tu gdzie my, reszta gdzieś daleko od nas, ale czuje wiele spraw na ten sam sposób co my. Niektórzy z nich mają nawet mało wspólnego z hiphop’em, ale ich wkład w nasze życie jest nie do przecenienia. Nasza rodzina to grupa przyjaciół z całego kraju, którzy zawsze interesują się tym jak nam poszło, pomagają w wielu sprawach i mają na prawdę wielki wkład w nasz dzisiejszy sukces. Patrząc z boku może się wydawać to dość prozaiczne, aczkolwiek dla nas to są priorytety. W dzisiejszym świecie trudno o prawdziwą i szczerą przyjaźń – dlatego tak bardzo są cenni dla nas. Zresztą niejednokrotnie można nas na contestach spotkać z kimś, kto przyjeżdża pół polski, żeby tak samo jak my przesiedzieć cały dzień w zatłoczonej sali, czekając na bitwę, by potem na niej trzymać za nas kciuki, ot tak po prostu. Czasem te wyprawy są tak męczące, że mnie samemu się odechciewa, a ci ludzie, którym to nie przeszkadza i zawsze są z nami, bo czują się potrzebni – my czujemy tak samo! To bardzo miłe, za to ich podziwiam. Zresztą wyobraź sobie imprezę bez klimatu, gdzie odechciewa się tańczyć, ale widząc te wszystkie twarze od razu przypominasz sobie, że chociażby dla nich warto się starać. Wymieniać wszystkich nie jest sposób, po pierwsze dlatego, że tak dużo tych wszystkich ludzi jest i mógłbym kogoś pominąć, po drugie oni nie potrzebują rozgłosu – po prostu są.

7. Słyszałem, że rapujesz możesz coś więcej o tym powiedzieć

Tak, od kilku lat i to mnie doszczętnie pochłonęło. Ja określiłbym to jako coś, co się musiało w końcu stać tak bardzo angażując się w samo słuchanie nie można długo pozostać biernym, trzeba się spróbować. Spróbowałem wyszło bardzo dobrze, poczułem to i się zaczęło. Dodatkowo mam to szczęście, że mam do tego bardzo dobre warunki, przede wszystkim fantastycznych beatmakerów, DJ, wiele znajomości w branży i na dodatek kilku przyjaciół tutaj na miejscu, którzy mają podobne spojrzenie na rap co ja, czegóż chcieć więcej Z Vszu Peunym i DJ Zulem już rok pracujemy nad naszym debiutanckim materiałem o tytule „Gdyrazizimąsłońce” prace są już w końcowej fazie, więc już wkrótce każdy będzie mógł sprawdzić jak radzimy sobie z mikrofonem w ręce.

8. W takim razie czeka cię kariera rapera

Czas pokaże, na pewno byłoby miło móc robić w życiu to, co się kocha. Tańczyć i grać koncerty, nagrywać płyty to wymarzony scenariusz, nie będę ukrywał. Czy się uda Zależy tylko wyłącznie od nas, na pewno będziemy się o to starać. Ale nie mamy ambicji zrobić kariery, chcemy po prostu robić to, co lubimy i móc nie martwić się o nic więcej. Zresztą karierą jest dla mnie każda uśmiechnięta twarz za każdym razem, gdy ktoś słucha moich kawałków, a nie ilość sprzedanych płyt.

9. Jak się układa Tobie (Wam) współpraca z Eldoką Możesz przedstawić jego wpływ na Azizi

Dziwne, nie powinno być nic egzotycznego w zwyczajnym przyjaźnieniu się. Z Leszkiem poznaliśmy się przy okazji pokazów, na których grał Grammatik, to było kilka dobrych lat temu. Spędziliśmy ze sobą trochę czasu i zaprzyjaźniliśmy. Przyświeca nam ten sam cel - jako nieliczni ciągle wierzymy w hiphop. Łączy nas też ta sama historia. I on i my mieliśmy odwagę powiedzieć społeczeństwu „swoje zdanie”. My na „Battle Of The Year Poland” on w „Mówią Bloki 2” co spotkało się z falą ogromnej krytyki niedojrzałej do zaistniałej sytuacji społeczności hiphopowej. Po latach, widać kto miał wtedy racje. Dziś nasze stosunki wyglądają najnormalniej na świecie, przyjaźnimy się, wspieramy wzajemnie, spotykamy się, jeździmy wspólnie na imprezy, spędzamy razem np. wakacje, melanże ot co zwykła przyjaźń. A jaki to miało wpływ na ekipę Traktujemy to dość normalnie, nie widzimy w nim Eldoki tylko zwykłego Leszka z Bemowa, wiec to chyba jest klucz do tego, że tak dobrze się dogadujemy. Ekipa zyskała bardzo wartościowego człowieka w swoich szeregach - to budujące. Mogę np. zdradzić dość przedpremierowo, że na nowym Grammatiku usłyszycie w 2 bitach mojego człowieka DJ Zula, a w klipie zobaczycie całkiem znanych wam bboy’ów. Także współpraca układa się owocnie. Same znajomości to naturalna kolej rzeczy. Kiedy w świecie hiphopu osiąga się już pewną pozycję takie spotkania oraz ów znajomości z artystami reprezentującymi tą samą dziedzinę są normalne. W końcu wszyscy reprezentujemy hiphop. W branży mamy na prawdę mnóstwo znajomych i nie powinno być w tym nic dziwnego.

10. Czy Azizi posiada jakieś swoje wewnętrzne zasady, których wszyscy się trzymają

Każdy z osobna posiada własną moralność i według niej postępuje. Nie jesteśmy gangiem by posiadać swój kodeks zachowań. Łączy nas głęboka przyjaźń, najważniejsze jest to, że wiemy jakie przesłanie ze sobą niesie to słowo i mam nadzieję, że to wystarczy. Czas pokaże na ile jest w tym prawdy. Chciałbym za 20 lat w wywiadzie odpowiedzieć, że dziś miałem racje .

11. Skąd czerpiesz inspiracje

Skąd czerpie swoje inspiracje będzie można przeczytać w piątej lekcji „Bboying Lessons”, która odpowie w zupełności na to pytanie. Polecam zerkniecie tam wszystkim ciekawym tego tematu. Odpowiadając dość banalnie na to pytanie mogę powiedzieć, że moją inspiracją jest muzyka, aczkolwiek traktuje ją inaczej. Ona jest inspiracja dla całego mojego życia. Może to dziwnie zabrzmi, ale to ona determinuje moje nastroje, moje marzenia, przez co całe moje życie. Zresztą sam spróbuj, zaraz jak się obudzisz pierwsze, co zrobisz to włącz płytę No Mercy Da Youngstas i zobaczysz jak się ułoży dzień, następnego dnia Train Of Thought duetu Reflection Eternal zrozumiesz, o czym mówię. Czasem zastanawiam się, co zrobiłbym gdybym stracił słuch, chyba nie mógłbym się odnaleźć, pewnie zacząłbym uczyć się nut i czytałbym je w nieskończoność, by móc choć przez chwilę poczuć, że otacza mnie muzyka. Muszę dodać, że ja jestem niemal fanatykiem rapu, interesuje się nim na każdej płaszczyźnie i poświęcam temu bardzo dużo mojego czasu. Poza tym, kolekcjonuję płyty, słucham nowych i starych produkcji przez cały dzień, nie ruszam się z domu bez mp3 playera, śpię z włączoną muzyką. Może to dziwne, ale na prawdę jestem w tej dziedzinie świrem. Ponadto, jeśli ktoś chce być dobrym bboy’em nie może nie znać muzyki, bo niemożliwym jest tańczyć nie znając jej i nie chodzi tutaj o to by uczyć się setów do danej muzyki, tylko o to by za każdym razem umieć do tej samej muzyki robić coś innego co w danej chwili podpowiada ci twoja dusza. Zresztą włącz sobie choćby tylko pierwszą zwrotkę The Mexican – Babe Ruth, albo pierwszą The Message Grandmaster Flash’a i staraj się zatańczyć wszystko to co słyszysz w tekście, efekt będzie miażdżący - uda się. Świetnie! Ale nie ciesz się za długo, tylko włącz jeszcze raz i zrób to inaczej – uda się, wtedy możesz być z siebie dumny - to jest właśnie Bboying – czyli tyle sposobów pokazania tego samego kawałka ile bboy’ów świata. Wracając do moich inspiracji to warto dodać, że aktualnie jestem na etapie tańczenia, gdy najwięcej swoich inspiracji staram się szukać poza Bboying’iem. Gdziekolwiek, szukam ciekawych ludzi, którzy potrafią robić w życiu coś oryginalnego i staram się to przełożyć na język Bboying’u. To jest tak, że w pewnym momencie tańczenia, odczuwasz taką potrzebę, że już nie możesz robić tylko stricte Bboy’owych ruchów. Opanowałeś podstawy, wiesz dobrze w którą stronę twoje ciało podąża kiedy słyszysz muzykę i wtedy zaczynasz chcieć czegoś więcej. W tej chwili strasznie trudno mi powiedzieć, co jest „tym czymś więcej”, aczkolwiek na pewno chciałbym, aby było czymś co pozwoli mi stać się unikalnym, by ktoś po latach oglądając film z moim udziałem nie mówił „Widać w nim inspirację Remindem czy Ken Swiftem” tylko by mógł stwierdzić „To od tego człowieka wiele ludzie czerpało inspirację”. To bardzo trudne, ale czy ktoś kiedyś powiedział, że będzie łatwo Przez to bardzo wielkim szacunkiem darze BenJ’iego. Bboya który swoją oryginalnością pociągnął za sobą całą rzeszę ludzi, którzy próbowali go naśladować, zwyczajnie kopiując go. Sam był mistrzem swojego stylu. Dziś cała banda ludzi „bez twarzy” próbuje kopiując jego numery nazywać się oryginalnymi na dodatek wmawiając ludziom, że to co robią jest Bboyingiem, a prawda jest taka, że to w jaki sposób przekształcili, co najważniejsze JEGO styl, dziś już Bboyingiem nie jest, bo nawet w najdrobniejszym elemencie nie zachowuje jego formy. Muszę dodać, że ogromną inspiracją jest dla mnie oczywiście moją ekipa i wszyscy ludzie do niej należący, bo to pod ich wpływem najczęściej wpadam na najlepsze pomysły. Inspiracją był od zawsze także dla mnie Remind, który tak perfekcyjnie wypracował swój styl, że dziś jest chyba najbardziej rozpoznawalnym bboy’em na świecie. Co najważniejsze zawsze było u niego widać, że to co robi jest Bboyingiem nawet wtedy gdy robił już zupełnie abstrakcyjne tricki. On potrafi zrobić wyjście, w którym nie zobaczysz sixstepa i CC i jest ono taką bombą, że nie potrafisz na nie odpowiedzieć i to jest najpiękniejsze. Oczywiście dużo inspiracji dostarczają mi jeszcze inni bboye tacy jak Lil’ John, Bboy Ivan, Storm, Ken Swift, Abstrak. Tutaj muszę rozwinąć temat, o którym wspomniałem trochę wcześniej tzn. to, iż największy udział w moim tańcu miał Daro z mojej ekipy, którego podziwiałem od samego początku, kiedy dotknąłem Bboying. Ten człowiek ma taki zasób ruchów i taki potencjał w sobie, że do dziś w Polsce nie udało mi się zaobserwować kogoś, kto by się choćby ocierał o ten sam poziom. Jest pewnie wielu ludzi, którzy nie do końca zrozumieją, o czym teraz mówię, ale do świadomości pewnych tancerzy potrzeba samemu dorosnąć, przetańczyć tak jak oni wiele lat na parkiecie, a nie tylko przeczytać kilka artykułów w internecie i myśleć, że o tańcu wie się wszystko. Pokora względem siebie pozwala najwięcej zrozumieć, a tej wielu ludziom brakuje. Zresztą, kto w Polsce rozumie takich ludzi jak Rawbzilla, K-Mel albo Remind Garstka. Ja zawsze będę na tych ludzi patrzał z ogromnym podziwem i szacunkiem.

12. Jak odróżnić inspirację od bajtowania Bo zdarza się, że niektórzy bboye dosłownie się zapominają.

Inspiracja to coś, co popycha cię do działania i do kreatywnego myślenia. Bajtowanie to nic więcej jak chęć bycia kimś takim jak ten kim się wzorujesz. Inspirować możesz się całe życie np. Ivanem, a nigdy w życiu nie umieć robić salt. Ten człowiek będzie spełniał jedynie rolę tego, kto daję ci mocnego kopa w dupę za każdym razem kiedy pójdziesz tańczyć. Poza tym sam wiesz, jeśli kogoś kopiujesz nie jesteś szczery, a „duszy” na parkiecie nie można udawać.

13. Jak możesz opisać swoje flow

Moje flow to wszystko, co możesz usłyszeć, kiedy leci muzyka, to odrobina foundation moves, połączona z dynamiką i tym czego nie zobaczysz nigdzie indziej. Co najważniejsze nie mam chorej ambicji ścigania się z nikim, ścigam się tylko sam ze sobą. Chcesz się przekonać na własne oczy, złap mnie na jakimś contescie.

14. Co w twoim rozumieniu oznacza słowo, „Bboying”

Bboying To jest to uczucie, ilekroć wstajesz rano zanim wyjdziesz z łóżka pomyślisz „Czy jest dzisiaj trening” Poza tym Bboying to dowód na to, że największe rzeczy powstają z niczego, tylko i wyłącznie dzięki uporowi oraz dzięki chęci zrobienia czegoś pięknego ze swoim życiem. Wspaniale jest być częścią tego świata.

15. W takim razie, co dla ciebie jest najważniejsze w Bboyingu

Ktoś powie „najważniejsza jest historia” – owszem zgadzam się jest ważna, ale nie jest najważniejsza. Ktoś powie „najważniejsze są foundation moves” – owszem są ważne, ale na pewno nie najważniejsze, ktoś inny natomiast powie ci „najważniejszy jest własny styl” oczywiście jest ważny, ale także nie najważniejszy. W Bboying’u najważniejsza jest wiara w siebie. Te poczucie wolności i wiary w swoje umiejętności. Wiara w siebie dodaje pewności, pozwala wyjść ci nawet przed 10 tyś. publicznością i robić dokładnie to na co masz ochotę i w taki sposób jaki czuje to twoja dusza. Jeśli ty nie uwierzysz w siebie to nikt nie uwierzy za ciebie, bo skoro sam nie wierzysz nie wymagaj tego od kogoś innego. Jeśli kiedykolwiek wyjdziesz do kółka i będziesz myślał, że to co robisz nie jest dobre wątpiąc w to wszystko co uczysz się na treningach i będziesz próbował tańczyć „pod” ludzi którzy są w około, lub pod trendy które panują, nigdy nie będziesz dobrym bboy’em. Przegrasz sam ze sobą. Przegrasz z własną psychika i stracisz szanse na robienie rzeczy wielkich. Musisz wierzyć w siebie by wejść do kółka i móc „odpłynąć”, robiąc wszystko to, na co masz ochotę. Wszystko to, co czujesz w danej chwili, nie bacząc na opinie z boku. Wiara w siebie daje siłę powiedzieć „fuck you” wtedy, kiedy trzeba to zrobić. Odpowiesz sam sobie wtedy „może nie jestem najlepszy, ale jestem szczery robię to od serca i zawsze stąd to będzie płynąć”. Nie ma nic piękniejszego w Bboying’u jak szczerość na parkiecie. Nawet najlepiej skopiowany styl nie będzie nigdy piękny, bo nie będzie twój, nie będzie wyrażał twojego wnętrza, a będzie pokazywał tylko twoje ciało i każdy, kto choć cię trochę zna, od razu się na tym pozna i powie „Ej nie jesteś szczery w tym co robisz, bo nie widzę w tym twoich uczuć, tylko widzę kogoś innego!” Wiara w siebie pozwoli ci znaleźć siebie na parkiecie, pozwoli dojść do wniosku „Jestem sobą mogą zrobić wszystko to co mi się podoba i to na co mam właśnie teraz ochotę, nic mnie nie blokuje ponieważ wierzę w swoje umiejętności. Nic mnie nie ogranicza.” W Bboyingu największe ograniczenia stawia tylko i wyłącznie własny rozum. Wszystkie figury można wytrenować, rozciągnąć się itp. Ale na nic się to zda jeśli będziesz miał problemy z psychiką podczas tańczenia. Jeśli uda ci się pokonać barierę własnego wstydu i niepewności, wejdziesz na wyższy poziom i staniesz się w pełni bboy’em. Popatrz na K-mel’a, czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym, czy ten człowiek myśli o ludziach z boku, o ich spojrzeniach i próbuje się do nich dostosować myśląc o tym co powiedzą inni na jego taniec Nigdy! On zawsze wierzy w siebie i to mu pozwala być zawsze najlepszym!

16. Foundations moves wydają się być proste w wykonaniu i mało efektowne, jakie jest ich znaczenie dla prawdziwego bboya

Chcesz umieć pisać i czytać musisz poznać alfabet. Chcesz umieć prowadzić samochód musisz znać przepisy ruchu drogowego. Chcesz umieć budować domy musisz umieć mieszać cement. Ale pamiętaj nie wystarczą same litery by umieć pięknie się wysławiać, dlatego nigdy nie możesz zostać na samych podstawach! Widziałeś kiedyś by ktoś zachwycał się samymi fundamentami Czy raczej piękną budowlą, która na tych fundamentach powstała Foundation moves są łatwe do wykonania dla doświadczonego tancerza, aczkolwiek poznając je na początku przygody z bboyingiem wcale nie okażą się łatwe, ale będą przydatne, ponieważ naucza cię ruchów które będą tymi wyjściowymi dla twojego dalszego tańca. Jeśli nie będziesz ich potrafił po kilku latach każdy na parkiecie pozna, że masz braki. One są mało efektowne, bo to są podstawowe ruchy! One nigdy nie miały być efektowne, bo one nie pokazują twojego „skillu” a raczej nakreślają w twojej głowie to czym jest bboying w praktyce - tylko tyle. Ludzie sobie wkręcili i traktują foundation moves jak tricki, a to wierutna bzdura. Na prawdziwe tricki wpada się samemu, a nie uczy od kogoś! Foundation moves to nic innego jak podstawy, które pomogą ci! Są bardzo ważne bo jeśli od nich zaczniesz po krótkim czasie będziesz już dobrym, a bez nich będziesz odbijał się od ścian nie wiedząc czym się zajmujesz. Chcesz dokładnie poznać moje zdanie sprawdź 3 lekcję „Bboying Lessons’”, tam wszystko dokładnie przedstawiłem.

17. „Prawdziwy Bboy” jak go odróżnić od laika

Po prostu włączyć muzykę.

18. Gdy sędziujesz contest, to doszukujesz się przekazu wewnętrznego ruchów bboyów, i odróżniasz to czy oni zazwyczaj wykonują je, aby tylko wykonać

Przede wszystkim zawsze staram się być obiektywnym. Nie widzę przeszłości, widzę dyspozycje w danym dniu, nie widzę imion widzę równych bboys bez względu, jaką ekipę reprezentują. Na co zwracam uwagę Generalnie na to wszystko, co jest wyznacznikiem dobrego bboya. Zawsze oczekuję świeżości. Kogoś kto mnie zaskoczy w momencie kiedy już myślę, że nic nowego nie da się wymyślić - a tu naraz „pow pow” i szczęka mi opada - o to chodzi. Poza tym kryteria, jakimi się posługuję są proste, zaczerpnąłem je od najlepszych w tym temacie, a więc z systemu który obowiązuje na najlepszych contestach na świecie. Stworzony przez chłopaków z RSC i poprawiony przez Dyzee’go z Supernaturals - wszędzie się sprawdza i u nas musi. Jeszcze nie zdarzyło mi się, aby po jakimś conteście który oceniałem ktoś przyszedł do mnie z jakimiś pretensjami odnośnie któregoś z mich wyników, więc myślę, że dobrze to robię, aczkolwiek to bardzo trudna i odpowiedzialna praca. Wbrew pozorom trudniej ocenia się bitwy, kiedy spotykają się 2 słabe ekipy, wtedy musisz ocenić która z nich pomimo tego, że obie były bardzo słabe była lepsza, niż wtedy gdy spotykają się 2 bardzo dobre – tam zazwyczaj wynik nie sprawia tyle problemów.

19. Jak podchodzisz do imprezy Boty Którą z imprez polecasz na świecie, a którą w Polsce

Swoje podejście i stosunek do BOTY wyraziłem już podczas BOTY Poland 2004, nie widzę sensu jeszcze raz tego powtarzać, zresztą nie ma o czym rozmawiać - ta impreza już praktycznie nie istnieje. Niemieccy organizatorzy powinni ja przekazać Czechom czy Słowakom, bo oni tam jeszcze są na tym etapie, że im się to podoba, a po co mają jeździć pół Europy do Szczecina na eliminacje, jak by mogli je mieć na swoim podwórku, bo Polacy już prawie wszyscy odpuścili. Organizatorom życzę tylko dużo powodzenia i szczęścia. Co do imprez na świecie to nie mogę zbyt wiele powiedzieć bo nie byłem na wszystkich, by mieć porównanie, ale na pewno trzeba wybrać się na Bboy Summit, Freestyle Session i Rocksteady Anniversary. W Europie na Circle Kingz do Lozanny i I.B.E. do Rottedamu. A w Polsce Mogę polecić imprezę mojego przyjaciela Cetowego Pokaż Swój Styl, w przyszłym roku będzie to bardzo gruba impreza, bo logistycznie zaplanowaliśmy ja przede wszystkim z myślą tylko o bboy’ach, więc nie będzie mogło tam nikogo zabraknąć.

20. Uważasz, że prawdziwy bboying w Polsce rozpoczął się od imprezy PSS3 i od pamiętnych warsztatów z Focusem

Bboying rozpoczął się w Polsce na początku lat 80 i w tych ludziach należy upatrywać, tych którzy zaczęli, bo gdyby nie oni pewnie nie było by nas tutaj i nie miałby kto zaprosić Focusa do Polski. Na pewno warsztaty z Focusem to był swoisty przełom, dla wszystkich uczestników tych warsztatów i nas samych - ja osobiście spotkałem człowieka, który pokazał mi, że wszystko to, co uważałem dotychczas o bboyingu jest prawdą. W pewnym sensie umocnił mnie w tym, że od zawsze szedłem w dobrą stronę. Wiele opowiedział, pewne rzeczy pokazał i dał przede wszystkim nadzieję, której pomału zaczynało brakować. To był swoisty przełom w mentalności - dostaliśmy zastrzyk energii do działania i tak też się stało. Ruszyliśmy krajem nie będę ukrywał - wielu ludzi wtedy dopiero zrozumiało to o co od początku walczyliśmy. Nie wszyscy wiedzą też o tym, że tydzień przed PSS3 był dla nas osobiście jednym z najtrudniejszych tygodni w naszym życiu. Wydarzyło się tak dużo złych rzeczy równolegle, że nie mogliśmy uwierzyć, że może być jeszcze gorzej, a było. Momentami było tak trudno, że chcieliśmy zamknąć oczy i obudzić się za kilka miesięcy, na szczęście przetrwaliśmy te trudne dni. A zaczęło się wszystko zaraz po BC One w Berlinie, a skończyło się 2 tyg. później na lotnisku w Gdańsku. Dla ludzi i polskiego Bboying’u zrobiliśmy wtedy na prawdę wiele, ale nikt nie wie jakim to było kosztem.

21. O czym w takim razie zapominali polscy bboye

Cały czas było zbyt mało hiphopu w Bboyingu, wydaję się to paradoksalne, ale tak cały czas było. Wielu bboy'ów tylko tańczyło, a o hiphopie nie wiedziało nic. Co więcej najlepsze bboy’owe contesty były organizowane przy okazji jakiś imprez tańców disco przez co wszyscy bboy’e nie mogli poczuć się jak u siebie. Z biegiem lat wszystko zmieniało się. Dotychczas wszyscy szukali odpowiedzi jak być dobrym bboy’em tylko na treningach, nikt nie wpadł na to, żeby stać się lepszym wystarczy zrozumieć historię i poznać to wszystko, co miało wpływ na ukształtowanie się w ogóle tego tańca, oczywiście nie rezygnując przy tym z treningów. Kiedy się to stało wszystko się zmieniło i dziś jest już zupełnie inaczej. Dziś coraz więcej dzieciaków wie kim był Phase2, kim był Spy, co takiego zrobiła Roxanne Shante to miłe i budujące. Aczkolwiek nadal jeszcze wiele potrzeba.

22. Jakie są twoje marzenia

Może to zabrzmi utopijnie, ale marzenia mają to do siebie, że mają jako jedyne w naszym życiu przyzwolenie na utopijność. Po pierwsze moim wielkim marzeniem jest to, aby polityka wielkich mocarstw nie pchała nas ludzi w coraz to nowsze konflikty zbrojne. I nie chodzi tu tylko o wojnę w Iraku czy Libanie, ale mnóstwo innych toczących się od wielu lat na całym świecie takich jak Np. wojna czeczenska czy choćby wojna o niepodległość Palestyny. Nie wiem czy ludzie maja świadomość tego ile kosztują świat wszystkie aktualnie toczone wojny. Nie chciałbym wyobrażać sobie ile dobrego można byłoby zrobić dzięki takim funduszom. Z bardziej przyziemnych spraw i dotyczących mnie osobiście, to chciałbym kiedyś nagrać wspólny kawałek z Mos Def’em i Q-Tipem pod bit Hi-Tek’a, lub uestlove’a, poza tym móc zawsze żyć z hiphopu, a nie musieć ścigać się w wyścigu szczurów po „szybciej i więcej” i by wszystkie znajomości które mam teraz nie zwiędły jak liście na jesień, tylko by trwały na zawsze.

23. Pozdrawiam

Pozdrawiam moją ekipę Azizi Hustlazz i Azizi Family, wszystkich tych z którymi zaczynałem swoją przygodę w świecie hiphopu, moich ludzi z tamtych lat Makera, Hiszpana, Ptaka, Krzykacza, Seweryna, Gunie, Kojaka a.k.a. MC Rejon, Mariusza, cała ekipę spod „prądnicy”, ekipę South Beats Crew z Żor, SSS, Broken Glass 2, Nontoper Mielonka, Lajony Kingzz, Enklawa Rytmu, Kings Of Warsaw, Ass Kickers, WHSB, Sweeping Crow, Dutch Bboys, Def Dogz, Flow Mo, Ghost Crew, Taktikal Crew, KLP, PickUp Productions, moich ludzi Focus, King Ata, Kid Xisco, Moysex, Pablo, Pierrick, chłopaki z Cookin Soul, Alien Ness, Paulskee, Maurizio, B-girl Nacera, Robirythm, Natalia a.k.a Sway, DJ Just1, DJ Timber, DJ Domel, Pukas i Tatiana, Kiełpo, Jezus, Wiśnia, Eldo, Juzek, DJ Taśmy, Red, Spinache, Liroy, Duze Pe, DJ Spox, Becet, Rafaelo, Venka, Kinga, Zosia i Aga, Radi, DJ- Feel-X, wszystkich moich ludzi na emigracji, wszystkich chacharów ze Śląska, moją całą ekipę ze studiów, wszystkie prawdziwe składy z podziemia które mają siłę robić to nadal w najczystszej formie, wszystkich moich przyjaciół, którzy mnie wspierają – wiedzcie, że dajecie mi wiele siły by dalej robić, to czym się zajmuję. Pozdrawiam także moich wszystkich kochanych hejterów – znam powód waszej nienawiści jak mówi Canibus „Alotta people trying to diss me, cuz a grabbed a piece of hiphop history”, oraz tych, którzy nie znaleźli się tutaj przez moje roztargnienie, a zdecydowanie powinni tutaj być. Pokój.

Autor: Geezmo

Autor: Geezmo
Wywiad z eL-Cookizo Rock
Wywiad z eL-Cookizo Rock
Facebook:
Kategoria: hip hop, breaking
Tagi: brak
  • Dodał: radi
  • Zakceptowany: 06.11.07
  • Ostatnie zmiany: 21.07.18


© 2001 - 2024 Break.pl - Prawdziwa strona Hip-Hop'u! Zgłoś błąd | Początek strony